Literatura
-
Edward Gramont o Edwardzie Stachurze
[…] Edward Stachura to dla mnie jedna z postaci kluczowych, jeżeli chodzi o zrozumienie tragedii. Kiedy czytałem jego teksty, otrzymywałem taki zastrzyk pozytywnej energii, że byłem wszędzie tam, gdzie on, po to by rozkoszować się tymi samymi przeżyciami, do tego stopnia, że zdecydowałem się na swoją „zimową siekierezadę” i przepracowałem osiem miesięcy jako drwal w lesie. […] Edward Gramont w rozmowie z Mirosławą Szott, Zielona Góra 2026 s. 142
-
Kwaśne deszcze
[…] Zielony szlak wiodący przez Kocioł Smogorni do Karpacza był jak zwykle opustoszały. Wąska ścieżka wiła się wśród uschniętych drzew, które zniszczyła katastrofa ekologiczna wywołana kwaśnymi deszczami, jakie nawiedzały te góry w ostatnich latach. Wystające z ziemi martwe pnie i ogołocone z igieł zszarzałe konary sprawiały upiorne wrażenie. Przypominały zastygłe w bezruchu szkielety, które ktoś przeniósł na zbocza Smogorni z jakiejś koszmarnej baśni. (…) W okolicy zielonego szlaku wyjątkowo często dochodziło do różnych nieszczęśliwych zdarzeń: zaginięć, zamarznięć, lawin. Liczba wypadków wzrosła znacząco od momentu w którym las obumarł. Czy wszechobecne uschnięte drzewa rzeczywiście tak bardzo dezorientowały ludzi? A może zdarzenia te były zemstą Ducha Gór na ludziach za ro, że…
-
Las do „Odrodzenia”
[…] W odróżnieniu od lasów rosnących na nizinach ten wzdłuż szlaku do Odrodzenia miał w sobie coś groźnego i odpychającego. Konary starych drzew były nienaturalnie wykrzywione, jakby zamarły nagle w bolesnym spazmie, próbując ostrzec wędrowców, żeby nie zapuszczali się w głąb puszczy. Szumiący w koronach drzew zimny, nocny wiatr przesuwał kolejne chmury, co rusz zasłaniając księżyc znajdujący się w ostatniej kwadrze. Ciemność nocy rozbudzała wyobraźnię Justyny, potęgując wrażenie, że stara, zbroczona niegdyś niewinną krwią puszcza prowadzi własne wewnętrzne Zycie. […]. Sławek Gortych, Schronisko które przetrwało, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2026 s. 119
-
Pod Śnieżnymi Kotłami
[…] W pewnym momencie utknął w gąszczu iglastych gałęzi. Zdezorientowany rozglądał się wokół, chaotycznie machając latarką. Cienka, blada stróżka światła nie umożliwiała rozeznania się w terenie. Przeraziła go świadomość, że jeśli coś mu się teraz stanie, nikt nie znajdzie go przez bardzo długi czas. Miał wrażenie, że jest w pułapce. Jak przystało na specyficzny krajobraz tych gór, znajdował się w centrum porośniętego kosodrzewina płaskowyżu, którego końca nie było widać. Wiatr przemykał między iglastymi gałęziami, omiatając bezbronnego mężczyznę niczym zły duch. […] Sławek Gortych, Schronisko które przestało istnieć, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2026 s. 318
-
Karkonosze. Mroczny taniec wiatru
[…] Inaczej zareagowali mieszkańcy lasu. Natychmiast pojęli, że w Karkonoszach po raz kolejny doszło do morderstwa. Tuż po strzale dał się słyszeć szelest łamanych gałęzi – przerażona sarna wyskoczyła spomiędzy kosodrzewiny, jednym susem przecięła górski szlak i pognała w stronę lasu. W jej ślady ruszyły kolejne dwie. Z rosnącej tuż obok jarzębiny zerwało się stado ptaków, a z oddali dobiegło upiorne pohukiwanie sowy. Zwierzęta jeszcze przez pewien czas przekazywały sobie wiadomość o intruzie, który zakłócił ich spokój. Dopiero gdy oddaliły się od mordercy i instynktownie znów poczuły się bezpieczne, wszystko ucichło. Tylko wiatr jakby nieświadom tego, co właśnie się wydarzyło, wciąż próbował nakłonić wszystkie napotykane po drodze drzewa do swojego…
-
Umarły las
[…] Zmierzchało, a zielony szlak jak zwykle był pusty. Ludzie omijali przecież umarły las, bo wędrówka nim nie przynosiła tego, co zazwyczaj dają ludziom góry, czyli ukojenia. Wręcz przeciwnie, przejście tym szlakiem przygnębiało, bo krajobraz sprawiał wrażenie, jak po przejściu apokalipsy. Usiadła na zwalonym pniu, pod jednym z martwych drzew. […] Sławek Gortych, Schronisko które przetrwało, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2026 s. 201
-
Ciemna strona lasu
[…] Po prawej stronie mieli ciemną ścianę lasu, a po lewej – zaplecze opuszczonej Uroczej. Gałęzie drzew cicho trzeszczały, wirując w tańcu narzucanym przez przybierający na sile wiatr. Przemykał on między konarami starych buków i świerków, ponuro jęcząc. […] Sławek Gortych, Schronisko które zostały zapomniane, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2025 s. 44
-
Dantona piekielny Las Samobójców
[…] Dante opisywał, jak znalazł się w Lesie Samobójców. Tworzyły go drzewa, w które zamienione zostały cienie grzeszników. Skaleczenia na ich korze, zamiast sokami żywotnymi, broczyły krwią. Potem poeta ogląda straszliwą mękę potępionych: oto nadciągają harpie, stwory o twarzach i szyjach kobiet, pierzastych brzuchach i ptasich ciałach, zbrojne w szponiaste łapy. Monstra pedzą przez zarośla, kąsając i rozdzierając pazurami każde napotkane po drodze drzewo, sprawiając przy tym grzesznikom ogromne cierpienia. Jednocześnie tylko z owych rozdarć i ran docierają słowa, w których cienie mogą wyrazić swój ból i opowiedzieć Dantemu swoje dzieje. […] Matthew Pearl, Klub Dantego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005 s. 89
-
Lasy dzikiej Tasmanii
[…] Po dwóch dniach marszu przez rozległe płaskowyże powoli zanurzamy się w bajkowe gęstwiny tysiącletnich lasów z drzewami omszonymi, majestatycznie wznoszącymi się na wysokość ponad 50 m., to znów butwiejącymi. Z firankami czegoś, co przypomina nitki babiego lata, ale nim nie jest. Takiego lasu nie widziałem już nigdy potem. Od zimozielonego – jak u nas – przez tropikalny i holantarktyczny, porastający doliny i stoki gór, po otwarte formacje traw guzikowych, torfowiska z pijawkami na równinach i roślinność piętra alpejskiego, których ponad połowa ma charakter endemiczny. Nawet jeśli tego nie wiesz, przy kompletnym braku świadomości, gdzie jesteś, masz wrażenie, że obcujesz z czymś wyjątkowym i zupełnie dotąd nieznanym. Inny wymiar tego…
-
Tropiciele
„Templariusze powędrowali na stos; Jak tylko spłonęli, cały tłum tropicieli zaczął doszukiwać ich wszędzie, nigdy jednak nie dostarczając żadnego dowodu”. Umberto Eco, Wahadło Foucaulta, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993 s. 56