Bez kategorii
-
Co się po polsku „karczma” zowie
[…] Można w mowie śląskiego gminu wiele słów słowiańskiego pochodzenia napotkać; toć był Śląsk niegdyś prowincją Polski. Mówią więc powszechnie Krätscham zamiast Schenke („szynk”) na prostą gospodę, co się po polsku „karczma” zowie. […] Johann Erich Biester’ 1782 /w/: Marcin Wawrzyńczak (wybór), Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia tekstów źródłowych z XVII – XX wieku, Wydawnictwo Wielka Izera & Schlesisches Muzeum, Chromiec – Görlitz 2020 s. 64
-
Posępne uosobienie lekarza
Lekarz nie może mieć uosobienia posępnego uosobienia, gdyż utrudnia to kontakt z chorym. Jan Niżnikiewicz, Tajemnice dawnej medycyny, magii i erotyki, Oficyna Wydawnicza Bookmarket, Gdańsk 2007 s. 139
-
XXXI Jodłowski Rodzinny Rajd Rowerowy z cyklu „Tajemnice Puszczy Tarnowskiej” odwiedzi Chełmek i Oazę 10 Dębów
Jodłów. Zarząd Stowarzyszenia Wspierania Rozwoju Letniska Jodłów zaprasza w sobotę 9 maja 2026 r. wszystkich rowerzystów – miłośników przyrody, historii i tematyki regionalnej na kolejną wyprawę z cyklu „Poznajemy tajemnice Puszczy Tarnowskiej”. Plan wycieczki zakłada kolejno przejazd do Dąbrowna, Chełmka i Drogoniowa (Marianówka), a następnie duktami leśnymi do tytułowej Oazy 10 Dębów i Gaju Wandy. W programie przewidziana jest m.in. wizyta na lądowisku Lubięcińskiego Stowarzyszenia Lotniczego „Ikarus” w Dąbrownie i zabytkowym dworze w Chełmku. Początek wyprawy nastąpi o godz. 10.00 sprzed siedziby Stowarzyszenia „Zielony Zakątek” przy leśniczówkach w Jodłowie. Powrót nastąpi ok. godz. 15,00, gdyż szacowany czas przejazdu nie powinien przekroczyć 4 – 5 godzin, a długość drogi w obu…
-
Ciemny las życia
„Wszyscy wchodzimy dwa razy do ciemnego lasu; raz gdzieś w połowie życia i później, gdy spoglądamy za siebie w chwili śmierci”. Matthew Pearl, Klub Dantego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005 s. 298
-
Dobra wola bez kompetencji
„Dobra wola może wyrządzić tyleż szkód co niegodziwość, jeśli nie jest oświecona”. Albert Camus, Dżuma, Dom Wydawniczy „Jota”, Warszawa 1991 s. 85
-
Bór stał wokół ogromny
[…] Bór stał wokół ogromny i trochę ponury, gdyż choć słońce patrzyło z wysoka, zbity gąszcz konarów w górze przesiewał jedynie drżący półmrok. W tym zwodniczym świetle trudno było doprawdy dojrzeć cokolwiek, tym bardziej że cała przyroda miała jednolity na pozór, a tak w gruncie rzeczy wielobarwny kolor łzawy. Pnie sosen, jodeł i świerków, pręty leszczyny, suche liście i gałęzie, mech i igliwie mieniły się szatą brunatną, wpadającą w szkarłat, to znów w brąz albo zgoła w miedź czy złoto. (…) Drzewa – olbrzymie jodły, sosny i świerki – stały rzadko rozsiane, niby bocząc się jedne na drugie, a pośród nich rosły kępami krzaki malin. Ogromny spokój i surowość biły…
-
Wartość prawdy
Nie we wszystkich okolicznościach prawda jest rzeczą najlepszą. Stanisława Fleszarowa-Muskat, Pozwólcie nam krzyczeć, Wydawnictwo Morskie – Gdańsk 1971, s. 137
-
IV wyprawa rowerowa Stowarzyszenia „Lipowy Wianek” do Bytomia Odrzańskiego. Fotorelacja z przeprawy przez Odrę
Bielawy – Bytom Odrzański. Zgodnie planem, w sobotę 6 września 2025 r. z placu festynowego w Bielawach wystartował w kierunku Bytomia Odrzańskiego IV rodzinny rajd rowerowy. Jednym z najciekawszych fragmentów wyprawy była przeprawa przez Odrę z wykorzystaniem „Nowosolskiego galara”. Okazało się jednak, że z powodu niskiego stanu wody cumowanie galara w miejscu dawnej przeprawy łodzią nie jest możliwe. Pan Andrzej Dela – właściciel galara i zarazem jego sternik znalazł inne bezpieczne miejsce. Dostarczenie rowerów i przemieszczenia się niemal 30 rowerzystów piaszczystym i podmywanym przez wodę brzegiem stało się kolejnym wyzwaniem. Całość przedsięwzięcia obserwował i dokumentował Pan Daniel Kołtun – wójt Gminy Siedlisko. Wykonane przez niego fotografie można oglądać TUTAJ, a…
-
Było przepięknie
[…] Było przepięknie. Las stał cichy, jakby senny, pod masą śniegu wiszącego na gałęziach, i skrzył się cały w blaskach słońca. Droga była jakby zasypana puchem, który pod uderzeniem płóz i nóg końskich rozpryskiwał się tumanem. Konie parskały radośnie, a dźwięczny, wesoły głos dzwonków rozlegał się po lesie bez echa; kłęby sinawej pary, słupy, całe fontanny wisiały nad sankami. Taka cisza panowała pod tą białobłękitną kopułą lasu, wśród tych nieskończonych szrozielonkawych kolumn, w tych głębiach perłowych, zionących chłodem, że każda szyszka spadająca, każda gałązka sucha, która pękała pod naporem śniegu, co wtedy kaskadą pyłów spływał na ziemię, rozlegały się ostrym dysonansem w tej symfonii milczenia. […] Władysław St. Reymont, Fermenty,…
-
Osada wypalaczy drewna
[…] Osada wypalaczy drewna, którą mijali w głębi lasu, robiła nieprzyjemne wrażenie. Wokół stosów tlących się bierwion rozlewało się grząskie błoto pełne kory, szyszek, gałęzi, jakby zdarto skórę lasu i jątrzono ranę. Węglarze mieli ciemne, osmolone twarze, patrzyli na nich ponuro. (…) Siedzibę wypalaczy drewna trudno było właściwie nazwać osadą – stały tu po prostu wielkie piece, a nieopodal byle jak sklecone szałasy z drewna, gałęzi i papy. Opitz z nadmiernym ożywieniem, jak się wydawało Wojniczowi, opowiadał o pracy węglarzy. Ci kręcili się w w rozproszonej grupie, sprawiając wrażenie, że nie obchodzi ich zupełnie cały ten pokaz. Czarnymi palcami trzymali skręcone byle jak papierosy w brudnych papierkach, z usmolonych twarzy…