-
Antropocen. Otwiera się groza
[…] Żyjemy w epoce, która jeszcze oficjalnie nie została uznana za następującą po holocenie erę geologiczną, ale pewnie wkrótce się to stanie. Czytamy Podróżników … w antropocenie – pierwszej epoce w dziejach Ziemi, w której czynnikiem decydującym o jej geologicznym obliczu jest człowiek. I tu właśnie otwiera się groza. […] Filip Springer /w/: Marcin Wawrzyńczak (wybór), Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia tekstów źródłowych 2, Wydawnictwo Wielka Izera & Schlesisches Muzeum, Chromiec – Görlitz 2022 s. 20
-
Zbocze doliny Mielnicy
[…] Pierwszą wspaniałą puszczą, przez którą niczym przez przedsionek szlismy do starego lasu, było zbocze doliny Mielnicy (…). Porasta je gęstwina, na którą składają się świerki, połacie jeżyn, ogromne paprocie (Aspidium filix-femina i Aspidium spinulosum), kępy śmiałka darniowego (Aira cespitosa) oraz inne trawy, co razem tworzy dzicz o niespotykanej skali. Pomiędzy tym wszystkim tkwią liczne pnie martwych drzew, głazy i bloki skalne i wędrowiec, który nie znalazłby wąskiej, na poły zarośniętej ścieżki, którą prowadził nas teraz leśniczy, musiałby zawrócić. (…) Pomiędzy świerkami widzi się piękne okazy krzepkich jodeł i jaworów, do wyrośnięcia których człowiek ręki nie przyłożył. […] Ratzeburg Julius (1841) /w/: Marcin Wawrzyńczak (wybór), Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia…
-
Widzenie pejzażu
[…] W ciągi trzech wieków w postrzeganiu gór prze mieszkańców Zachodu dokonała się niezwykła rewolucja. Cechy, które wcześniej budziły odrazę – stromizna, odosobnienie, śmiertelne niebezpieczeństwa – zaczęto uważać za ich największe zalety. Mamy tu do czynienia z tak radykalną zmianą, że uświadamia nam ona kulturowe w znacznej mierze sposoby, w jakie reagujemy na krajobraz. Oznacza to, że kiedy patrzymy na pejzaż, nie postrzegamy tego, co się przed nami znajduje, lecz w dużej mierze to, co naszym zdaniem powinno się tam znajdować. Przypisujemy mu właściwości, których sam w sobie nie ma – na przykład okrucieństwo czy posępność – i stosownie do tego go oceniamy. […] Robert Macfarlane, cyt, za: Filip Springer…
-
Wiatr szumiał w świerkach i bukach
[…] Panowała tu grobowa cisza, nie rozbrzmiewał żaden głos ludzki ni zwierzęcy, tylko wiatr szumiał w świerkach i bukach. Szliśmy po korzeniach, po głazach, w zielonym półmroku lasu, już to przez młodszy drzewostan, co po wojnie siedmioletniej wyrósł, już to przez odsłonięte poręby. Wreszcie pomiędzy gałęziami drzew zamajaczyły chmury i moi chłopcy krzyknęli z radości, po raz pierwszy z tak bliska tych „żeglarzy nieba” widząc. Niedługo potem zaczął się las, który miał już prawdziwie górski charakter. Droga wiodła po skale, czasem równej, czasem krzywej, czasem gładkiej, czasem chropowatej, przy każdym kroku chlupotał strumyczek. W każdej dziurze, nawet pod korzeniami połyskiwało jeziorko, pnie drzew i głazy porośnięte były wilgotnym zielonym mchem,…
-
Robota ciężka, ale ładny grosz
[…] Robota ciężka, ale ładny grosz góralowi przynosząca. Po czeskiej stronie zwłaszcza do majątku Semili należące wsie Polubny i Korenow stanowią znaczne ośrodki pozysku drewna. Ponieważ góry nie mają tam odpowiedniej wysokości i nachylenia, by rzecz inaczej urządzić, drewno jest saniami do Izery zwożone i stamtąd do Semil spławiane. Od saga, co obejmuje ścinkę, rżnięcie na kloce i łupanie, dostaje robotnik dwadzieścia krajcarów, a za przetransportowanie tego saga do rzeki z miejsca często o ponad godinę drogi oddalonego – krajcarów osiemnaście. W tym roku ze względu na wyjątkowo łagodną zimę i brak dostatecznej ilości śniegu, nie mogło całe ścięte drewno być z lasów wywiezione i czeka na zimę kolejną. Tym…
-
Witriolejnia
[…] Ilość drewna, jaką corocznie zużywa witriolejnia, jest ogromna, ale takie są też hrabiowskie lasy. Zwłaszcza wiosną wszystkimi strumieniami spławia się drewno i z najdalszych zakątków lasu docierają tu najpotężniejsze sztuki. […] Christian Weiss (1794) /w/: Marcin Wawrzyńczak (wybór), Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia tekstów źródłowych z XVII – XX wieku, Wydawnictwo Wielka Izera & Schlesisches Muzeum, Chromiec – Görlitz 2020 s. 101
-
Droga prowadziła głównie przez las
[…] Droga prowadziła głównie przez las i ze względu na wiele głazów i kiepskich kładek była uciążliwa i niebezpieczna. Dziwił widok wielkiej ilości powalonych i gnijących drzew. W prześwitach pokazywały się budzące grozę skały. […] Adolf Traugott von Gersdorf (1765) /w/: Marcin Wawrzyńczak (wybór), Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia tekstów źródłowych z XVII – XX wieku, Wydawnictwo Wielka Izera & Schlesisches Muzeum, Chromiec – Görlitz 2020 s. 49
-
Kwaśne deszcze
[…] Zielony szlak wiodący przez Kocioł Smogorni do Karpacza był jak zwykle opustoszały. Wąska ścieżka wiła się wśród uschniętych drzew, które zniszczyła katastrofa ekologiczna wywołana kwaśnymi deszczami, jakie nawiedzały te góry w ostatnich latach. Wystające z ziemi martwe pnie i ogołocone z igieł zszarzałe konary sprawiały upiorne wrażenie. Przypominały zastygłe w bezruchu szkielety, które ktoś przeniósł na zbocza Smogorni z jakiejś koszmarnej baśni. (…) W okolicy zielonego szlaku wyjątkowo często dochodziło do różnych nieszczęśliwych zdarzeń: zaginięć, zamarznięć, lawin. Liczba wypadków wzrosła znacząco od momentu w którym las obumarł. Czy wszechobecne uschnięte drzewa rzeczywiście tak bardzo dezorientowały ludzi? A może zdarzenia te były zemstą Ducha Gór na ludziach za ro, że…
-
Las do „Odrodzenia”
[…] W odróżnieniu od lasów rosnących na nizinach ten wzdłuż szlaku do Odrodzenia miał w sobie coś groźnego i odpychającego. Konary starych drzew były nienaturalnie wykrzywione, jakby zamarły nagle w bolesnym spazmie, próbując ostrzec wędrowców, żeby nie zapuszczali się w głąb puszczy. Szumiący w koronach drzew zimny, nocny wiatr przesuwał kolejne chmury, co rusz zasłaniając księżyc znajdujący się w ostatniej kwadrze. Ciemność nocy rozbudzała wyobraźnię Justyny, potęgując wrażenie, że stara, zbroczona niegdyś niewinną krwią puszcza prowadzi własne wewnętrzne Zycie. […]. Sławek Gortych, Schronisko które przetrwało, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2026 s. 119
-
Pod Śnieżnymi Kotłami
[…] W pewnym momencie utknął w gąszczu iglastych gałęzi. Zdezorientowany rozglądał się wokół, chaotycznie machając latarką. Cienka, blada stróżka światła nie umożliwiała rozeznania się w terenie. Przeraziła go świadomość, że jeśli coś mu się teraz stanie, nikt nie znajdzie go przez bardzo długi czas. Miał wrażenie, że jest w pułapce. Jak przystało na specyficzny krajobraz tych gór, znajdował się w centrum porośniętego kosodrzewina płaskowyżu, którego końca nie było widać. Wiatr przemykał między iglastymi gałęziami, omiatając bezbronnego mężczyznę niczym zły duch. […] Sławek Gortych, Schronisko które przestało istnieć, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2026 s. 318