Inspiracje

  • Inspiracje,  Literatura

    Piłatowe credo

    […] Gorąco wierzę, że prawda jest i że ją człowiek może poznać. Byłoby szaleństwem myśleć, że prawda jest tylko na to, aby jej człowiek nie poznał. Może ją poznać. Tak! Ale kto? Ja czy ty, czy może każdy? Ja wierzę, że każdy w niej uczestniczy; i ten kto mówi tak, i ten, kto mówi nie. Gdyby się oni obaj połączyli i zrozumieli, powstałaby z tego cała prawda. Tak i nie wprawdzie nie da się połączyć, ale wszyscy ludzie mogą się połączyć; więcej jest prawdy w ludziach niźli w słowach. […] Karel Čapek, Piłatowe credo /w/: Księga apokryfów, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978 s. 89

  • Inspiracje,  Literatura

    Pieśń tak mocno brzmiała

    […] Pieśń tak mocno brzmiała w ciszy powietrza, aż brzozy drżały, a stare dęby, co poskręcane dziwacznie, narosłe guzami gałęzie wznosiły niby zaciśnięte pięści w górę, szumiały rudymi liśćmi. Długie, zielone jemioły trzęsły się, a zżółkłe trawy, jałowce, kiście poskręcanych paproci, drobne leszczyny szemrały smutnie i las cały, okryty bladawym złotem i purpurą jesieni, słuchał tej pieśni, zadumywał się, pił ją wszystkimi porami i jakby przepełniony żałością, co owiewa idących, zaczął wtórować swoimi głosami, rozbrzmiewać cichym pogwarem i hukaniami. Kołysał się wolno, niby łan zbóż olbrzymich, przystawał na chwilę wyprostowany, i wtedy leciał głęboki, tajemniczy pokrzyk, aż dzięcioły kuć przestawały, wrony zrywały się z wrzaskiem i krążyły nad lasem przestraszone.…

  • Inspiracje,  Literatura,  Puszcza

    Las już zamierał

    […] Las już zamierał; brzozy, żółte jak wosk gromniczny, liście ostatnie roniły niby łzy wielkie, które spływały na las, wieszały się na czarnozielonych świerkach, na czerwonych bukach, padały na ziemię szarą, nędzną, zmordowaną jesienią. Pnie sosen świeciły rozpalonym bursztynem od słońca, które długimi smugami wsączało się z boku i rozpalało krwawymi odblaskami wnętrze lasu zasypiającego w ciszy. Nie śpiewały ptaki, nie brzęczały żuki, nie pachniały kwiaty ani młode pędy drzew, nie tętniało życie młode, wszystko zapadało w zimową katalepsję i okręcało się w jakąś ciężką zadumę snu i milczenia. Stada wron przeciągały wysoko, cicho łopocząc skrzydłami, albo z krzykiem ostrym i bolesnym siadały na nagich drzewach, biły skrzydłami i krakały…

  • Inspiracje,  Literatura

    Jesień w drzewach i ludziach

    […] Wszyscy mają w sobie coś z tej ziemi odartej już z barw lata, smutnej i jakby zamierającej, szarej a silnej, z tych lasów wielkich. Czuła w ludziach tę samą twardość, co w dębach, których potężne rosochate korony pokryte zrudziałymi liśćmi miała przed sobą po drugiej stronie stacji; ten sam smutek rezygnacyjny i nieświadomy, jaki był w wielkich brzozach, co świeciły białymi pniami spośród ciemnych świerków. I tak samo ci ludzie zaczynali mowę i i milkli nagle jak las, który się rozkołysał, rozszemrał, rozchwiał nie wiadomo dlaczego i milknął, i opuszczał się w zadumą, także nie wiadomo dlaczego. […] Władysław St. Reymont, Fermenty, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1955 s. 37

  • Inspiracje,  Literatura

    Czerwone liście buków

    […] Pożółkłe trawniki pokrywał szron mieniący się brylantami w słońcu, które świeciło jasno i rozlewało potoki ciepła i wesela na czerwone liście buków, na rdzawe korony grusz stojacych w ogródku, na bladozłote, jakby z najczystszego, nie topionego jeszcze wosku topole (…). Drzewa zdawały sie wolno oddychać i podnosić ostatnie pędy i nieopadłe jeszcze liście ku sońcu i piły ciepło i światło. […] Władysław St. Reymont, Fermenty, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1955 s. 35