Opisany w tytule przypadek zuchwałej kradzieży mienia społecznego zdarzył się w lutym 1987 r. Z jednej strony jest to przykład sprawy stosunkowo banalnej - nietrzeźwy sprawca, widoczne mienie i kierowca, który za nie odpowiada, zajęty wykonywaniem innych czynności. A potem już tylko ucieczka z pokaźnym łupem.

Pechowa dla złodzieja, dla kierowcy szczęśliwie zakończona zatrzymaniem sprawcy kradzieży i odzyskaniem większości skradzionych przedmiotów. Pozostaje jeszcze podkreślić przykładną reakcję i pomoc innych kierowców. 

Imiona oraz pierwsze litery nazwisk osób wymienionych w artykule są fikcyjne. Wprowadzono je wyłącznie z powodów redakcyjnych i ich kojarzenie z jakimikolwiek realnie żyjącymi wówczas czy jeszcze obecnie postaciami, nie ma uzasadnienia. Zapraszam do lektury.

Jan WOJTASIK

pogoda.net