Autorzy zajmujący się kryminalna historią Nowej Soli często podnoszą wątek ul. Wesołej, jako fragmentu miasta, w którym rodziło się przysłowiowe zło. Jest to jednak spore uproszczenie, gdyż kwartałów, gdzie ryzyko stania się ofiarą przestępstwa rosło, było znacznie więcej.

Tym niemniej pozostaje faktem, że niektórzy mieszkańcy Wesołej i ulic do niej przyległych trafiali na ławę oskarżonych z zachowaniem ciągłości pokoleń, czasem nawet trzech kolejnych. Na początku lat 70-tych XX w. Mikołaj Friedel - ówczesny Prokurator Powiatowym jednym ciągiem wymieniał nazwiska sprawców włamań, napadów rabunkowych czy pobić, których rodzice, a dokładniej ojcowie, dokonywali dokładnie takich samych czynów w tatach 50-tych. Zadziwiająco wiele z tych nazwisk trafiło do kartotek policyjnych jeszcze w tatach 90-tych. To było już pokolenie wnuków.

Sprawa opisana we Wrzecionie z 1981 r. należała do bardziej spektakularnych z uwagi na objęcie jej przedmiotem 16 zdarzeń kryminalnych, o które oskarżono 13 młodych ludzi. W większości odpowiadali z tymczasowego aresztu. Lektura artykułu dostarcza wielu interesujących szczegółów traktujących o trybie życia oskarżonych i sposobach dokonywania przestępstw.

Ja zapamiętałem interesujący przyczynek z etapu rozprawy głównej przed Sądem Rejonowym. Jeden z młodszych wiekiem oskarżonych odmówił składania wyjaśnień przed sądem. Była to zresztą w tego rodzaju sprawach dość powszechna praktyka. Zgodnie z obowiązującymi zasadami procesu karnego, sąd odczytał treść jego wyjaśnień złożonych przede mną w śledztwie, a w których bardzo szczegółowo opisał wiele istotnych i ważnych dla oskarżenia faktów. Także dotyczących współoskarżonych.

Zapytany przed przewodniczącego składu sędziowskiego, czy potwierdza wyjaśnienia ze śledztwa, zaprzeczył. Nie byłem tym nawet za bardzo zdziwiony. Mało kto byłby w stanie wytrzymać nienawistne spojrzenia i groźne pomruki współoskarżonych i licznej publiczności. Moje zdziwienie wywołało natomiast uzasadnienie tego zaprzeczenia - niezwykle barwna, dramatyczna historia młodego człowieka, który wczesnym świtem wyrwany został z domu, bity niemal nieprzerwanie przez kilku milicjantów, w końcu  doprowadzony przed prokuratora, gdzie kazano mu już tylko podpisać wcześniej przygotowany protokół. Ciężko zmaltretowany, niemal nieprzytomny, nie miał innego wyjścia i podpisał.

Widziałem wyraźnie, jak w miarę rozwijania się tej fabuły coraz więcej ciężkich spojrzeń kieruje w stronę krwawego oprawcy, czyli moją właśnie. Po zakończeniu i spisaniu relacji oskarżonego, sąd poprosił mnie o zajęcie stanowiska. W odpowiedzi złożyłem wniosek o przeprowadzenie dowodu z dokumentu, który znajdował się w aktach sprawy, jako następny po owym "spreparowanym" protokole z przesłuchania w toku śledztwa. Dokumentem tym było zwrotne poświadczenie odbioru wezwania do stawiennictwa w charakterze podejrzanego w prokuraturze rejonowej w Nowej Soli w dniu i czasie odpowiadającym dacie sporządzenia protokołu. 

Poproszono oskarżonego o podejście do stołu sędziowskiego i zapoznanie się ze wskazanym przeze mnie dokumentem. Poza innymi danymi, widniał  na nim jego czytelny podpis potwierdzający osobiste odebranie wezwania. Padło kolejne pytanie sądu o sposób przybycia oskarżonego do prokuratora i przebieg przesłuchania.

I wtedy usłyszałem znamienne słowa "przepraszam, pana prokuratora i sąd, nagadałem dzisiaj głupot". Epizod ten wielokrotnie przypominam w trakcie zajęć z organizacji pracy śledczej, jako argument o konieczności skrupulatnego zabezpieczania każdego sporządzonego dokumentu. Także wówczas, gdy nie ma on bezpośredniego znaczenia dowodowego.

Zapraszam do lektury publikacji z Wrzeciona. Jednocześnie informuję, że imiona oraz pierwsze litery nazwisk osób wymienionych w artykule są fikcyjne. Wprowadzono je wyłącznie z powodów redakcyjnych i ich kojarzenie z jakimikolwiek realnie żyjącymi wówczas czy jeszcze obecnie postaciami, nie ma uzasadnienia.

Jan WOJTASIK

 

 

pogoda.net