Publikacja traktuje o wyjątkowo niesympatycznym problemie, jakim jest okradanie nagrobków. Tym razem jednak nie chodziło o kwiaty czy inne elementy wystroju grobów. Stawka była znacznie poważniejsza. Wiosną 1979 r. w Nowej Soli i kilku okolicznych miejscowościach dokonano kradzieży kilkunastu krzyży i płyt nagrobnych.

Wszystkie wykonane były ze szlachetnych i drogich rodzajów marmuru. Trop wiódł za granice województwa, doszło do kilu aresztowań, a finałem były wyroki skazujące. Ja jednak z tej sprawy zapamiętałem jeszcze jeden nie merytoryczny szczegół. Po doprowadzeniu do prokuratury pasera - szanowanego właściciela zakładu kamieniarskiego we Wrocławiu, ku memu zaskoczeniu, w momencie rozpoczęcia przesłuchania doznał on ostrego ataku padaczkowego, tzw. grand mal. Głośno zawołałem do  kierowniczki sekretariatu o wezwanie pogotowia ratunkowego. 

Nie zdążyłem skończyć zdania, gdy na korytarzu pojawił się Marek Lipko, wówczas kierownik nowosolskiej stacji Pogotowia Ratunkowego, znakomity chirurg i człowiek o dużym poczuciu humoru. Z marszu podjął odpowiednie czynności, wybawiając mnie i milicjantów z eskorty z kłopotu. Traf chciał, że akurat przyszedł do prokuratury z inną zupełnie sprawą. Była to najszybsza interwencja pogotowia ratunkowego, z jaką spotkałem się w życiu.

Należy nadmienić, że imiona oraz pierwsze litery nazwisk osób wymienionych w artykule są fikcyjne, wprowadzono je wyłącznie z powodów redakcyjnych i ich kojarzenie z jakimikolwiek realnie istniejącymi postaciami nie ma żadnego uzasadnienia.

Jan WOJTASIK

pogoda.net