Wystąpienia publiczne już w czasach starożytnych uznawano za sztukę. Perykles, Demostenes, Cyceron czy Kwintylian zaliczani są do najznakomitszych oratorów tamtej epoki. W czasach nowożytnych wysoko ceniono Abrahama Lincolna, Winstona Churchilla czy Fidela Castro. Dla prawnika niezwykle ważna jest sztuka wymowy sądowej. Nie wszyscy radzą sobie z tym w sposób godny pozazdroszczenia. Przypadek przedstawiony przez Wojciecha Kotowskiego dobitnie ilustruje wagę problemu.

 * * *

Wojciech Kotowski[1]

Ustne motywy wyroku 

Motto:

Rzetelnym bądź sam względem siebie,

a jako po dniu noc z porządku idzie,

tak za tym pójdzie,

że względem drugich będziesz rzetelnym.

                  William Shakespeare

Jakie to proste i trudne zarazem,

proste, jeśli serce czyste,

trudne, gdy serce błotem obryzgane.

                  Wojciech Kotowski 

Powszechnie wiadomo, że słowo mówione różni się od słowa pisanego, wielokrotnie znacznie. Bywają sytuacje, że twórca wypowiedzi czytając utrwalony tekst nie może się nadziwić, iż mógł coś takiego powiedzieć, oceniając sposób wyrażania swoich myśli jako bełkot. Tego rodzaju krytyczna ocena własnych myśli świadczy o inteligencji ich autora, który ucząc się na własnych błędach skutecznie je eliminuje i w ten sposób dąży do doskonałości. Są jednak jednostki, które niezależnie od poziomu wypowiedzi i stopnia okaleczenia naszego pięknego języka ojczystego, wpadają w samozachwyt. Do nich należy podmiot, będący autorem ustnych motywów wyroku. Skoro jesteśmy w obszarze procesu karnego warto brać przykład z wybitnych krasomówców, u których niemożliwością wręcz było dopatrzenie się jakiegokolwiek potknięcia podczas wypowiedzi na sali sądowej, niezależnie od jej złożoności i długości. Myślę o Profesorze Lechu K. Paprzyckim,  Prezesie Izby Karnej Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, Doktorze Józefie Gurgulu, Prokuratorze Ministerstwa Sprawiedliwości w stanie spoczynku i Śp. Mecenasie Zygmuncie Hofmokl-Ostrowskim. Wywodzili się ze starej rzetelnej szkoły prawniczej opanowując do perfekcji krasomówstwo. Krasomówstwo – nie wiem czy powszechnie to wiadomo – jest umiejętnością sprawnego i jasnego wyrażania swoich myśli oraz sztuką pięknego mówienia. W tym określeniu mieści się – co oczywiste – oratorstwo, retoryka, elokwencja i wymowność. Krasomówcą w rzeczy samej jest osoba, która potrafi pięknie przemawiać, iście po mistrzowsku władając słowem. Filarem krasomówcy jest retoryka oznaczająca sztukę budowania artystycznej i perswazyjnej wypowiedzi, która rodzi wyjątkową więź komunikacyjną ze słuchaczami. Ów filar kultury wzmacnia elokwencja stanowiąca umiejętność wysławiania się nie tylko łatwego, ale i przekonywającego.

W moim opracowaniu skoncentrowałem uwagę na podmiocie orzekającym, jako najważniejszym w systemie wymiaru sprawiedliwości, wszak decydującym o losie uczestnika postępowania, który może być skazany niesłusznie. Chociażby z tego powodu sędzia nie może się mylić, po to wszakże jest zobligowany do podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Podstawowym jednak obowiązkiem – zwłaszcza w ustnych motywach wyroku – jest precyzja wypowiedzi i posługiwanie się zgodnymi z prawem określeniami. Nie wolno mu kaleczyć ojczystego języka. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie w orzeczeniach podkreśla, że od sędziów należy wymagać prawidłowych sformułowań wypowiadanych w uzasadnieniach orzeczeń, aby nie dochodziło do naruszenia zasady domniemania niewinności. Dla przykładu w wyroku z dnia 20 lipca 2017 r. Chojnacki v. Polska stwierdzono, że pogwałcenie tej reguły ma miejsce wówczas, gdy oświadczenie dotyczące osoby oskarżonej użyte przez funkcjonariuszy państwowych odzwierciedla poczucie, iż osoba ta jest winna, chociaż jej wina nie została wcześniej uznana w świetle prawa (LEX nr 2323791). Nieraz – jak w prezentowanym przypadku – jest to lekceważone. Dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź jest nad wyraz prosta. Otóż, wypowiedź nie jest rejestrowana. Zatem w naturalny  sposób ulega zapomnieniu. Z kolei, w uzasadnieniu wyroku myśli sędziego ulegają wygładzeniu, błędy merytoryczne zostają usunięte i wszystko jest „cacy”!

Jednakże co będzie, jeżeli ktoś z widowni, szybko piszący odnotuje każde słowo wypowiedziane przez sędziego, a tekst in extenso zostanie opublikowany i opatrzony stosownym komentarzem? Oczywiście nie ma tu mowy o naruszeniu prawa, ponieważ rozprawa miała charakter jawny, a zatem wypowiedź sędziego została w rzeczy samej upubliczniona.

Ustne motywy wyroku zamieszczono – bez retuszu, a więc ze wszystkimi potknięciami merytorycznymi, myślowymi, stylistycznymi i językowymi – tekstem półgrubym, co niewątpliwie ułatwi czytelnikowi poznanie stanowiska autora ujętego w komentarzu do poszczególnych fragmentów wypowiedzi sędziego. 

W godzinach nocnych oskarżona wracała z pracy do domu i w miejscowości (…) postanowiła skręcić z drogi głównej. W tym celu wjechała w drogę prawoskręt, w lewoskręt, w lewą stronę.

Sędzia już na wstępie trochę się pogubił. Dla uniknięcia tego rodzaju niepewności należało utrwalić obraz miejsca zdarzenia i w trakcie wypowiedzi przenieść się myślami do tego obszaru. Wówczas nie byłoby wątpliwości, że to nie prawoskręt, a lewoskręt, a zatem do utrwalenia tej wiadomości przez odbiorców zbyteczna jest informacja, iż na takim pasie skręca się w lewo.

Przepuściła jadący samochód, był to raczej większy samochód, nie została ustalona jego marka.

Precyzja wypowiedzi nie pozostawia miejsca na znaki zapytania. Od kogo ten samochód był większy?, od kierującej. To jest pierwsza myśl, wszak zdanie sędzia rozpoczął od podmiotu uczestniczącego w wypadku. Może był większy od samochodu kierującej. Nadal nie wiadomo czy był dłuższy, wyższy, szerszy i wreszcie czy był to samochód osobowy, czy ciężarowy. Ma to istotne znaczenie stricte merytoryczne, ponieważ w sytuacji, gdyby to był samochód ciężarowy, wówczas kierująca nie mogła widzieć jednośladu, wszak był zasłonięty przez ten samochód. Równocześnie motocyklista nie mógł widzieć samochodu osobowego z włączonym lewym kierunkowskazem na pasie dla lewoskrętu z przeciwnego kierunku. Skoro – jak zeznał – widział samochód kierującej, oznacza to, że nosił się z zamiarem wyprzedzenia tego samochodu. W takiej sytuacji – nie ma innej możliwości – wjechał na pas wyłączony z ruchu, którego przedłużeniem jest pas dla lewoskrętu z kierunku przeciwnego i wówczas zobaczył stojący samochód. Jednakże było już za późno na jakąkolwiek reakcję umożliwiającą uniknięcie zderzenia. Jedynie możliwa była nieskuteczna próba odbicia w prawo.

Następnie ruszyła w kierunku drogi bocznej, w kierunku domu, gdy w tym czasie kierował motocyklem (…), a pasażerem jego był (…).

Czynność przypisana kierującej to w najczystszej postaci spekulacja. Żaden dowód nie potwierdza, że kierująca ruszyła przed torem ruchu motocyklisty poza zeznaniem motocyklisty (szczególnie zainteresowanego przyjęciem tej wersji wydarzeń) oraz pierwszym biegłym, który powtórzył tę niedorzeczność. Jestem przekonany, że określone podmioty (sędzia, prokurator, biegły) sami w tę wersję nie wierzą, a motocyklista w rzeczy samej to wie.

I mimo tego, że miała włączony kierunkowskaz w lewo nie upewniła się, czy z kierunku przeciwnego nadjeżdża jakiś inny pojazd i wtedy doszło do bocznego zderzenia tych pojazdów, to znaczy motocykl uderzył lewą swoją częścią, w lewą przednią, w okolice lewej przedniej lampy samochodu oraz w bok tego samochodu, w wyniku czego odbił się i wzdłuż drogi rowem przemieszczał się w kierunku (…) i zatrzymał się, zwłaszcza pasażer, jak również kierowca w przepuście betonowym, gdzie doznali najrozmaitszych obrażeń, których skutkiem była śmierć jednego, a drugiego obrażenia, które zagrażały jego życiu i zdrowiu.

Ten pozbawiony sensu tekst, najdelikatniej mówiąc niezrozumiały, ujawnia, że twórca zdania nie jest zdolny do pojmowania znaczenia wyprodukowanych słów, które w swej nielogicznej zbiorowości budują – co oczywiste – absurd. Szczególnie rażące jest przyjęcie bocznego zderzenia pojazdów określonego rodzaju. Z reguły motocykl uderza przodem, chyba że dla zminimalizowania skutków zderzenia kierujący kładzie motocykl przed znajdującą się na jego torze przeszkodą. Wówczas siła odśrodkowa sprawia, że motocykl uderza bokiem w będący przeszkodą samochód. Jednakże tego scenariusza w żadem sposób, mimo nawet usilnych starań, nie da się wkomponować do procedowanego zdarzenia. Z wypowiedzi można jednak ujawnić stan faktyczny chyba nieświadomie przyjęty przez mówcę. Otóż, motocykl nie mógł uderzyć „lewą swoją częścią, w lewą przednią” część samochodu, ponieważ otarł się lewym bokiem o lewe naroże samochodu, wskutek czego klosz lampy został zbity oraz zerwany lewy błotnik samochodu. W żadnym razie motocykl nie mógł uderzyć w „bok tego samochodu”. Zresztą sędzia nie był uprzejmy poinformować, w który bok samochodu nastąpiło uderzenie. Doprecyzujmy zatem. Jeżeli kierująca w czasie zderzenia stała, wówczas w samochodzie nastąpiłyby deformacje, które w istocie miały miejsce (uszkodzony lewy klosz lampy i zerwany lewy błotnik). Natomiast, gdyby samochód kierującej był w ruchu, wówczas uszkodzeniu uległby prawy bok samochodu, ewentualnie nastąpiłoby pęknięcie lub rozbicie klosza prawej lampy. Nie ma wątpliwości, że w tej konfiguracji lewa strona pojazdu byłaby nietknięta. Nieraz – jak w określonym wypadku – zachodzi niecodzienne zjawisko. Chodzi mianowicie o to, że stosunkowo łatwo jest odkryć zamiar zniekształcenia obrazu zdarzeń wypadkowych (stan przed, w trakcie i po wypadku) – dostatecznie zniekształconego przez sam wypadek – ponieważ w najmniej oczekiwanym momencie przemknie prawda ujawniona i utrwalona przez znawcę przedmiotu, który równocześnie jest wnikliwym słuchaczem. W określonym zdaniu mówca użył niefortunnego sformułowania: „zagrażały jego życiu i zdrowiu”. Tak można było powiedzieć po wypadku, natomiast sformułowanie traci sens w dniu wyrokowania, kiedy już wiadomo, że obrażenia kierującego motocyklem zagrażały tylko jego zdrowiu. Nie trzeba przekonywać, że jeżeli skutek zdarzenia zagraża życiu, to równocześnie zdrowiu. Jeżeli jednak tylko zdrowiu – co oczywiste – to nie życiu. Nieporadność językowa owego zdania jest porażająca, żeby nie powiedzieć paraliżująca.

Jeżeli chodzi o materiał dowodowy, który został zabezpieczony w sprawie, to mamy jedynie wyjaśnienia oskarżonej, zeznania kierującego motocyklem oraz zeznania świadka, który w tym czasie akurat przejeżdżał.

Rację ma mówca, że tylko wymienione podmioty stanowią źródło dowodowe w rozpoznawanej sprawie. Było to jednak ryzykowne stwierdzenie w kontekście wyroku. Z treści wyjaśnień „oskarżonej” jednoznacznie wynika, że powiedziała prawdę. Jej wersję potwierdził świadek. Chodzi o to, że po uderzeniu przez motocykl samochód, którym kierowała nadal pozostawał w ramach pasa dla lewoskrętu. Natomiast zeznania „pokrzywdzonego”, chociaż z założenia miały na celu, jako kierunkowe, pogrążenie kierującej w sprawstwie, w istocie miały charakter samooskarżenia. Można tylko wyrazić zdziwienie, że wypowiadane przez niego brednie organ procesowy zalegalizował. Jedna uwaga merytoryczna. Otóż, dowodów osobowych nie zabezpiecza się, lecz utrwala w postaci protokołów przesłuchań. Oczywiście można następnie zabezpieczyć dokumenty np. przez włożenie do szafy pancernej. Jednak nie o to chodziło sędziemu w jego przemówieniu. Natomiast w rzeczy samej zabezpiecza się powypadkowe ślady stanowiące – co oczywiste – dowody materialne.

Pozostałe zeznania świadków są mało przydatne.

Tu sędzia miał rację. Może z wyjątkiem dwóch świadków, którzy utrwalili zaniedbania w zabezpieczeniu miejsca wypadku, wskutek czego utracono szereg dowodów materialnych mogących ujawnić okoliczności zdarzenia. Natomiast grupa kilkunastu świadków została powołana przez organ postępowania w celu uchronienia policjantów przed odpowiedzialnością za zaniedbania.

A zeznania niektórych świadków są sprzeczne nie tylko z ustaleniami, ale samymi wyjaśnieniami oskarżonej i przypuszczam, że prokuratura będzie prowadzić postępowania wobec tych świadków, albowiem ich zeznania w żaden sposób nie przystają do stanu faktycznego, jak na przykład jeden czy dwóch twierdzi, że oskarżona wyszła na drogę po zdarzeniu i samochód stał na pasie lewoskrętu, i krzyczała coś, co, jeszcze dodając, że miało miejsce po 10 minutach, bo tak świadkowie twierdzą, no to absolutnie tym świadkom wiary dać nie można, ich zeznania są nieprawdziwe obliczone na uniknięcie odpowiedzialności, nie bacząc na inne dowody, jak wyjaśnienia oskarżonej, zeznania świadka, który jest osobą obcą dla stron i przejeżdżał tamtędy.

Wywód mówcy niczym opowieści z mchu i paproci. Z założenia prokuratura nie wdroży określonych postępowań, ponieważ wówczas urzeczywistniłby się symptom wskazujący fakt, że organ postępowania realizował czynności niezgodnie ze sztuką – mówiąc kolokwialnie –  „grał nie czysto”. Groteską trąci wywód, że zeznania świadków nie zasługują na atrybut wiary wszak są sprzeczne z wyjaśnieniami oskarżonej. Ale przecież właśnie oskarżonej nie dał wiary, czego dowodem jest wyrok skazujący. Ponadto organ orzekający sam sobie przeczy wskazując na obiektywizm świadka, któremu w istocie nie dał wiary („rzetelnym bądź sam względem siebie”).

Zatrzymał się kątem oka widząc, że elementy jakieś poleciały, że jest zdarzenie, jest wypadek. Zatrzymał się natychmiast po prawej stronie, gdzie koło sklepów i w momencie, gdy dobiegł to już oskarżona zjechała samochodem w boczną drogę. Tak wynika z zeznań i nie budzi to żadnych wątpliwości.

Czyżby Sąd nie zauważył, że to właśnie jest dowód, iż kierująca zjechała z drogi po zderzeniu, a nie zjeżdżała przed kontaktem między pojazdami. I sam uznał treść tych zeznań za pewnik!. A z treści zeznań (z miejsca, gdzie stał samochód z włączonym lewym kierunkowskazem poleciały w powietrze jakieś elementy) wynika jednoznacznie, że do zderzenia doszło na pasie dla lewoskrętu.

Dodatkowym dowodem, jak każdej albo w większości spraw dotyczących wypadków drogowych była ekspertyza biegłego z zakresu ruchu drogowego i rekonstrukcji wypadków. I tutaj pierwszy biegły jednoznacznie wypowiedział się, że do wypadku doszło na lewym pasie jezdni patrząc w kierunku jazdy od (…) w kierunku (…). I oskarżona nie ustąpiła pierwszeństwa jadącemu motocyklowi.

Mamy tu mamy do czynienia z przeniesieniem – nie pierwszy zresztą raz – myśli prokuratora do ust sędziego. Nie ustępuje się motocyklowi, lecz kierującemu motocyklem.

Jeżeli, po kolei rozważamy te okoliczności, niewątpliwie musimy przyznać, że kierowca motocykla nie miał pełnych uprawnień do prowadzenia tego pojazdu, albowiem miał uprawnienia do prowadzenia pojazdu o mniejszym kalibrze, mniejszego.

Błąd merytoryczny mówcy polega na tym, że kierujący motocyklem w istocie nie był kierowcą tego pojazdu, ponieważ nie posiadał prawa jazdy uprawniającego do kierowania tym pojazdem. Kierowcą sensu largo jest osoba posiadająca prawo jazdy. Kierowcą sensu stricto, a więc danego pojazdu jest osoba posiadająca prawo jazdy odpowiedniej kategorii. Brak uprawnień odnoszących się do kierowanego pojazdu czyni prowadzącego nie kierowcą, lecz jedynie kierującym tym pojazdem bez uprawnień.Kierujący nie miał żadnych uprawnień do kierowania tym pojazdem. W przepisach nie ma czegoś takiego jak niepełne uprawnienia, albo się je ma, albo nie ma. W tej części wypowiedzi sędzia zrobił wycieczkę do lasu, może jest myśliwym. Kaliber, bowiem oznacza średnicę lufy broni palnej albo kuli lub pocisku mierzoną w calach lub milimetrach. Do motocykla ma się – mówiąc kolokwialnie – jak piernik do wiatraka.

Natomiast, jeżeli chodzi o ten, którym się poruszał, to dopiero był w trakcie kursu. Niewątpliwie jest to wykroczenie z jego strony, co do tego nie ma wątpliwości. Natomiast należy się zastanowić czy to wykroczenie miało jakikolwiek wpływ na wypadek. Zdaniem Sądu nie! nie miało żadnego wpływu na wypadek, albowiem żeby jego zachowanie miało wpływ na wypadek należałoby udowodnić, że popełnił błąd, naruszył przepisy ruchu drogowego na drodze.

Ale właśnie motocyklista naruszył przepisy ruchu drogowego, w tym art. 38 p.r.d., wypełniając znamiona wykroczenia określonego w art. 94 k.w., zagrożonego grzywną do 5.000 zł. Sędziemu zapewne chodziło o naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, wszak jedynie takie urzeczywistnia związek przyczynowy między taktyką i techniką jazdy, a wypadkiem.

To jest analogicznie do takiej sytuacji kiedy jedzie pijany kierowca, uczestniczy w wypadku, odpowiada za to, że jechał pod wpływem alkoholu, ale nie odpowiada za wypadek, bo inny kierowca przyczynił się i naruszył przepisy ruchu drogowego i spowodował wypadek.

Nie ma takiego pojęcia, może w kiepskim żargonie urzędniczym. Na pewno nie w Sądzie. Jest stan po użyciu alkoholu, stan nietrzeźwości, stan po użyciu środka odurzającego i stan pod wpływem środka odurzającego. W tej części wypowiedzi mamy do czynienia z kolejną wycieczką porównawczą sędziego, tym razem do obszaru alkoholowego, która w rzeczy samej jest bezprzedmiotowa. Przykład nie zawiera żadnych cech porównawczych. Ponadto mówca udowadnia, że nie utrwalił sobie podstawowych pojęć, zatem je myli i miesza. Chodzi o sformułowanie „przyczynił się (…) i spowodował wypadek”. Niech się więc zdecyduje, przyczynił się, czy spowodował wypadek? Różnica jest zasadnicza, a mianowicie przyczynić się do wypadku może zawsze więcej niż jeden podmiot. Natomiast spowodować wypadek może tylko jeden podmiot.

Fakt, że on jechał pijany nie ma tutaj znaczenia, chociaż tak jak powiedziałem odpowiada za to, że jechał pod wpływem alkoholu, natomiast drugi kierowca odpowiada za spowodowanie wypadku. Tak samo było tu, naruszył przepisy, ale nie przyczynił się w żaden sposób do powstania tego wypadku. Na samym początku należy zaznaczyć, że sam fakt włączenia kierunkowskazu to nie znaczy, że uprawnia kierowcę do wykonania manewru. Jest to tylko sygnalizacja manewru dla innych użytkowników drogi, na przykład, gdyby ten samochód nie był wyprzedzany, omijany z  lewej strony. W tym wypadku i tak był lewoskręt, więc takich potrzeb nie było. Tak nakazują przepisy, ale w każdym razie nie uprawnia do wykonania manewru. I tutaj jadący z naprzeciwka motocykl kierowany przez (…) widział, że ten kierunkowskaz jest włączony, ale miał prawo spodziewać się, że samochód nie ruszy, że udzieli mu pierwszeństwa, bo on jechał drogą i pasem, na którym przysługiwało mu pierwszeństwo.

Groteską trąci sformułowanie: „motocykl widział”, że „samochód udzieli mu pierwszeństwa”. Ponadto, sędzia odkrywa, że lekceważy ustawowy wymóg podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Dowodem na to jest posługiwanie się nieistniejącym pojęciem: „pod wpływem alkoholu”. Tak można powiedzieć – skoro jesteśmy w obszarze alkoholowym – koledze w knajpie przy wódce. Określone powiedzenie nie licuje natomiast z powagą Sądu.

Następnie doszło do tego zdarzenia i tutaj też oskarżona następne naruszyła przepisy albowiem no każdy kierowca, który zdaje egzamin, ma obowiązek poznać przepisy i odnośnie również zachowanie po wypadku, zwłaszcza tak poważnym wypadku, gdzie dochodzi do zderzenia z motocyklem, że wiadomo, że przy zderzeniu z motocyklem zawsze są obrażenia, nie ma praktycznie sytuacji takiej, że do obrażeń nie dochodzi, wtedy nie wolno przemieszczać samochodu, jedynie można włączyć światła awaryjne, jeżeli są sprawne oraz wystawić znak trójkąta ostrzegawczego w odpowiedniej odległości od miejsca zdarzenia. To byłoby właściwe zachowanie.

Miała obowiązek włączenia świateł awaryjnych, nie miała natomiast obowiązku wystawiania trójkąta ostrzegawczego.

Oskarżona natomiast zjechała z tego miejsca, w ten sposób utrudniła w jakiś sposób dokonanie oględzin i ocenę.

Czyż to nie było na rękę organowi postępowania, wszak w ten sposób nieświadomie umożliwiła manipulowanie materiałem dowodowym. A gdyby została na miejscu, to nie wykluczone, że organ procesowy zarzuciłby jej, iż po zderzeniu cofnęła pojazd w obszar pasa dla lewoskrętu. Ponadto jest to drobniejsze od braku uprawnień naruszenie dyspozycji art. 44 p.r.d., wypełniające znamiona wykroczenia określonego w art. 97 k.w., zagrożonego grzywną do 3.000 zł albo naganą, pod warunkiem, że kierującej organ postępowania zdoła udowodnić, iż wiedziała „co w nią uderzyło” i równocześnie jakie są tego skutki.

Jednakże biegły stosując odpowiednią aplikację i odpowiednie oprogramowania doszedł jednoznacznie do wniosku, że zdarzenie wyglądało w ten sposób, jak to podał kierowca motocykla.

Pewnie sędziemu chodziło o „komputerowy program użytkowy” lub „coś mające zastosowanie w praktyce”. Mówiąc o „odpowiednim oprogramowaniu” chodziło o symulacyjny program dynamiki ruchu pojazdów i zderzeń PC CRASH. Istotnie jest to dobry program, nawet bardzo dobry i stale udoskonalany. Jednakże program ten nie przeprowadza samodzielnie rekonstrukcji, lecz służy jej wspomaganiu, zwłaszcza, że współpracuje z programem do tworzenia szkicu sytuacyjnego i programem do transformacji fotogrametrycznej zdjęć. Zatem, o ile obliczenia wykonane w programie typu „arkusz kalkulacyjny” wymagają jedynie wprowadzenia kompletu danych, o tyle praca z programem symulacyjnym polega na stworzeniu projektu, którego elementy składowe mogą być w każdym miejscu dowolnie kształtowane, w zależności od przyjętej koncepcji. Jest niemal oczywiste, że jeżeli biegły nie dysponuje wystarczającymi danymi z wypadku – z czym spotkaliśmy się przy rozpoznawaniu omawianego zdarzenia – wówczas nawet najlepszy program okaże się bezużytecznym.

Jeżeli biegły – ten preferowany przez Sąd – potwierdził wiarygodność zeznań kierującego motocyklem to musiał się nieźle napracować żeby osadzić iluzję w ramy rzeczywistości. Nie tylko prima facie, lecz także po głębokiej analizie jawi się bezspornie, że biegłego wysublimowane czynności w żaden sposób nie przystają do analizowanego zdarzenia, pasują natomiast jak ulał do opinii, które wprawdzie znajdują się w aktach sprawy, lecz zostały pominięte przy rozpoznawaniu okoliczności wypadku z również wysublimowanych powodów.

Oto, nie aplikacje, ani symulacje, tylko autentyczne zderzenie i skutki. Zaprezentowane zdjęcia to nie symulacja, lecz sfilmowany wypadek.

Jest to dowód materialny wskazujący, że hipoteza biegłego – objętego przez sędziego szczególnymi względami wiarygodności – w istocie jest procesowo bezwartościowa. 

Sąd w związku z usilnymi naciskami ze strony obrony wskazującymi, że to jest jednostronna opinia, sąd dopuścił opinię drugiego biegłego. Biegły ten nie zaprzeczył opinii biegłego (…), lecz stwierdził, że wersja przyjęta przez niego jest możliwa, jednakże dodał, że jego zdaniem jest możliwa druga wersja, a mianowicie, że kierowca motocykla w momencie zdarzenia, mógł, mógł wyprzedzać samochód jadący przed nim i w związku z tym mogło dojść do zdarzenia na pasie lewoskrętu, gdzie stała oskarżona. Z tym, że jest to tylko domniemanie niepoparte żadnymi argumentami.

Określona myśl to jest w rzeczy samej samodzielna hipoteza sędziego niepoparta rzeczowymi argumentami.

Jedynym argumentem było to, że motocykl, który skręcał musiał przechylić się w lewą stronę by uszkodzić klapę przy pokrywie silnika w samochodzie. W przeciwnym razie zdaniem biegłego takie uszkodzenie było niemożliwe, albowiem miejsce, gdzie znajduje się ta pokrywa silnika, to jest jakieś 80 od ziemi, zaś rączka motocykla jest na wysokości 100 cm. Czyli że nie mogło dojść do takiego kontaktu, jak to wykazał pierwszy biegły, dokonując przyłożenia, eksperyment to może zbyt duża słowo, ale przyłożenia samochodu tego motocykla już później po zdarzeniu żeby udokumentować jak to było.

To prawda, że przyłożenie motocykla do samochodu to nie eksperyment. Zresztą biegły nie ma takich uprawnień. Eksperyment przeprowadza prokurator lub Sąd i może (fakultatywnie) to uczynić z udziałem biegłego. Ale, co zatem z niewywiązaniem się przez Prokuraturę z postanowienia o przeprowadzenie eksperymentu?

Sąd dokonał konfrontacji między biegłymi i zdaniem Sądu konfrontacja wypadła miażdżąco wobec drugiego biegłego. Inaczej nie można tego określić. Pierwszy biegły wykazał, że jest możliwy kontakt kierownicy z tą maską samochodu, gdyż wcześniej ta maska uległa deformacji, w wyniku uderzenia bokiem silnika ta maska podniosła się do góry i w związku z tym taka deformacja mogła być w związku z czym doszło do kontaktu. To raz. Dwa, wykazał, że nie jest możliwe, by motocykl, który wyprzedza jadący przed nim pojazd przechylał się w lewą stronę. To jest wbrew prawom fizyki.

Czy może się coś podnieść nie do góry? (pleonazm).

Cóż za odkrywcza myśl! Czy to w ogóle jest możliwe, żeby doświadczony sędzia był tak dalece pozbawiony wyobraźni i jeszcze ośmielał się odwoływać do praw fizyki (w szkole chyba ten przedmiot nie był lubiany). A co ze zrównoważeniem sił odśrodkowej i dośrodkowej? Przechyla się – czy sędzia tego sobie życzy, czy nie – przy zmianie toru ruchu, a głębia przechyłu jest uzależniona od prędkości. Ponadto w zależności od tego, z której strony wyprzedza (z lewej, czy z prawej) przechyla się  lewo lub w prawo.

Jeden i drugi biegły są kierowcami motocykli, jeżdżą i nawet drugi biegły prowadzi kursy w tym zakresie i przyznał, że rzeczywiście wychylenie w drugą stronę w prawą, kiedy się chce wyprzedzać. Więc automatycznie gdyby takie wyprzedzenie było, to ta rączka by się podniosła, nie obniżyła, a podniosłaby się do góry i nawet przy deformacji tej maski nie doszłoby do kontaktu tej rączki z tą maską.

Mówca wie, że dzwoni, tylko nie wie, w którym kościele. Otóż tak. Przy rozpoczęciu wyprzedzania z lewej strony lewa rękojeść kierownicy obniża się, w kolejnej fazie wyprzedzania lewa rękojeść jest na równi z prawą – żeby było jasne – rękojeścią. W ostatniej fazie wyprzedzania lewa rękojeść kierownicy podnosi się. No cóż, rękojeść jest trudniejszym słowem od rączki, może dlatego organ procesowy go nie użył.

Czy biegły wykazał jak potoczyłyby się ciała i ten motocykl w wyniku zderzenia według wersji tego biegłego. A mianowicie przeleciałyby przez samochód i znalazłyby się za samochodem, a nie w rowie i na przepuście. Być może obrażenia byłyby mniejsze gdyby taki był scenariusz wypadku, ale tak nie było.

Pisałem o tym w swojej opinii. W istocie tak nie było co jest jednoznacznym dowodem na to, że samochód nie mógł być w ruchu!

Wykazał to na symulacji, że taka możliwość przebiegu zdarzenia jest niemożliwa.

Istotnie, mówiąc językiem sędziego „taka możliwość jest niemożliwa”. Niemożliwe jest, aby samochód był w ruchu podobno wjeżdżając na tor „prawidłowo poruszającego się motocyklisty”. Do tego niepotrzebne są symulacje! Można to udowodnić na podstawie autentycznego materiału wypadkowego: 

Wówczas praktycznie pozbawiony jakichkolwiek argumentów drugi biegły stwierdził, że tak, on nie przeczy, że tak mogło być, ale  jego zdaniem niektórzy kierujący robią to wbrew prawom fizyki i odwracają ciało na drugą stronę zwłaszcza na kursach jazdy. No tego typu twierdzenie, że irracjonalnie się kierowca mógł zachować motocykla i dlatego przyjąć taką wersję zdarzenia jest nielogiczne i nie licuje z powagą biegłego.

Z przykrością to stwierdzam, ale sędzia sam nie ma pojęcia o czym mówi! Odwrócić ciało na drugą stronę można tylko przy sekcji zwłok.

Dla mnie dziwne jest, że biegły w takiej sytuacji kiedy jego wywody zostały obalone przyznaje racje drugiemu biegłemu, ale w dalszym ciągu trzyma się swojej wersji, że jego zdaniem tak mogło być.

Sędzia się dziwi, ponieważ nie rozumie roli biegłego w procesie karnym i jego wariantowości wypowiedzi. Także tego, że owa wariantowość, w razie niemożliwości całkowitego wyeliminowania któregokolwiek z wariantów czyni istotne wątpliwości w sprawie, które obligują Sąd do uwolnienia od zarzutu spowodowania wypadku. To jest zdumiewające, że sędzia legalizując swój wywód nie zauważył, iż sam rażąco naruszył prawo.

 Już nie mówiąc o tym, że przecież (…) jeździł przez jakiś czas, nie był na kursie, gdzie można się irracjonalnie zachować tylko taki kierowca, który jeździ przez jakiś czas bez względu na to czy ma taki czy inny motocykl, ma uprawnienia i pewne odruchy i nie przechyla się w drugą stronę przy wykonywaniu manewru skrętu.

Co za bzdury! A kogo to obchodzi, że ten nastolatek umie jeździć, kiedy w określonej sytuacji nie miał prawa wyjechać na drogę publiczną; za to niewątpliwie odpowiedzialny jest ojciec, instruktor nauki jazdy, który nie potrafił smarkacza zdyscyplinować!

Dlatego też Sąd mając na uwadze te okoliczności nie mógł wydać innego wyroku jak takiego, jak ustalił stan faktyczny prokurator, znaczy proponował stan faktyczny i Sąd przyznał, że tak to właśnie przebiegało, w taki sposób doszło do wypadku.

Nieopacznie sędzia się zagalopował, ale to istotnie miało miejsce. Jednak zrozumiał jaką palnął gafę i próbował ją złagodzić. Tak to właśnie często bywa, gdy krótko mówiąc szybciej się mówi niż myśli, zwłaszcza wówczas, gdy wypowiedź stanowi rezultat wykonania czynności niezgodnie ze sztuką.

Z drugiej strony Sąd miał na uwadze, że jest to przestępstwo nieumyślne, bo przecież oskarżona nie chciała spowodować tego wypadku, jednakże no w wyniku jej albo małych umiejętności i lekkomyślności, niedużemu doświadczeniu doszło do tego wypadku.

To jest kuriozum do kwadratu! Dziesięcioletni staż w bezwypadkowym kierowaniu pojazdem samochodowym w żadnym razie nie uprawniał sędziego do wyrażania określonych myśli. Z kontekstu wypowiedzi sędziego jawi się twierdzenie, że wartość doświadczeń kierującej jest niczym wobec umiejętności i rozwagi nastolatka bez uprawnień na motocyklu. W tym – poza już wcześniejszym ujawnieniem rażącego naruszenia prawa przez sędziego – przejawia się całkowity brak obiektywizmu i bezstronności. Zastanawiające jest źródło zdeterminowania sędziego, którego głównym celem było roztoczenie parasola ochronnego nad motocyklistą, w negatywnym – co oczywiste – znaczeniu wskazanego określenia.

Być może, tak jak biegły wskazał mogło do tego przyczynić się wieszanie różnych ozdób, maskotek na lusterku, które zasłaniały częściowo widoczność oskarżonej.

Obsesją wisiorkowo-maskotkowo-ozdóbkową biegłego i prokuratora skutecznie zaraził się sędzia. Chodziło ni mniej ni więcej o odwrócenie uwagi od dowodów! Żadna z tych „ozdób” nie stanowiła przeszkody w należytej rejestracji przez kierującą tego co działo się na przedpolu jazdy samochodu osobowego.

I być może przez te rzeczy, które wisiały, które no z psychologicznego punktu widzenia powodują, że patrząc osoba zwraca uwagę na rzeczy, które są w pierwszej kolejności, na pierwszym planie, a później dopiero na drugim planie i w ten sposób przeszkadzają, nie tylko, że zasłaniają, ale odwracają uwagę, mogło dojść do tego wypadku.

To jest ciekawe, psychologiczne spojrzenie człowieka, który nie potrafi wyrazić myśli bez karygodnego kaleczenia ojczystego języka!.

Gdyby być może tych przedmiotów nie było oskarżona zauważyłaby jadący motocykl, tym bardziej, że był to noc, nie dzień, gdzie światła ten motocykl miał, wynika to właśnie z zeznań świadka również i takie światła są dalej widoczne niż w dzień.

Kolejną abstrakcyjną wycieczkę myślową sędziego można tylko następująco spuentować: „kierująca, gdyby nie miała wisiorków powinna dostrzec motocykl, zwłaszcza wówczas, gdy był zasłonięty przez samochód ciężarowy”. To przecież oczywiste, że „brak wisiorków sprawiłby, iż ciężarówka stałaby się przezroczysta!”.

Bo w dzień można czegoś nie zauważyć, zwłaszcza motocykla jeżeli zgadza się z pozostałym terenem. Natomiast, gdy światła świecą to taki pojazd jest widoczny dużo dalszej odległości. To zresztą z wielu opinii wynika kiedy dochodzi do kolizji między pojazdem, a pieszym to biegły stwierdza, że w nocy to pieszy jest później widoczny i o wiele wcześniej jest widoczny pojazd. Tak samo tu pojazd ten byłby widoczny dla oskarżonej, gdyby należycie obserwowała przedpole jazdy. 

Właśnie, gdyby motocyklista należycie obserwował przedpole jazdy, wówczas bez wątpienia zauważyłby samochód osobowy stojący na pasie dla lewoskrętu przeciwnego kierunku. Tylko tak można scharakteryzować twórcze myśli sędziego orzekającego. Właśnie z psychologicznego punktu widzenia należałoby zważyć – a Sąd jest od ważenia – że nieodpowiedzialne słowa, jeżeli trafią na inteligentny grunt mogą stanowić skuteczną broń. Nie bez kozery powiada się „kto mieczem wojuje od miecza ginie”. Amen

Trudno polemizować z tezą, że to, co uczynił określony podmiot skazując faktyczną pokrzywdzoną jest wyjątkową niegodziwością, połączoną z bezczelnością. Prima facie komentowany wyrok uzasadniony ustnymi motywami to prawdziwa kompromitacja naszego wymiaru sprawiedliwości. Po głębszym przemyśleniu można jednak dostrzec blask optymizmu. Otóż, jedno robaczywe jabłko nie daje świadectwa całej jabłoni. Urzeczywistni się ono dopiero wówczas, jeżeli jabłoń nie zdoła się oczyścić.

Na tle zaprezentowanego materiału urzeczywistnia się smutna refleksja. Par excellence zawiódł Sąd, dopuszczając się rażącej obrazy fundamentalnych dyrektyw postępowania. Mianowicie, naruszył zasadę obiektywizmu przez oddalanie zasadnych wniosków dowodowych (art. 4 k.p.k.), zasadę domniemania niewinności i in dubio pro reo (art. 5 k.p.k.) przekształcił w domniemanie winy, o czym świadczy wyjątkowy upór w dążeniu na przekór faktom do skazania faktycznej pokrzywdzonej, a ze swobodnej oceny dowodów (art. 7 k.p.k.) uczynił nieznaną polskiej procedurze karnej dowolną ocenę dowodów. Tym samym przekroczył poprzeczkę zjawiska neglecta lege i stoczył się na poziom contemptus legis. Do tego organu nie ma już zastosowania paremia Kartezjusza cogito ergo sum, natomiast nabiera znaczenia cogito ergo non sum.


[1] Autor jest ekspertem ds. prawnych aspektów wypadków drogowych Kancelarii Adwokackiej Pomorski w Warszawie, a prezentowany tu artykuł opublikowany został w numerze 9/2018 “Orzecznictwa Sądów Apelacyjnych” Wydawnictwa BMT Erida. Na jego przedruk autor uzyskał zgodę Wydawcy. 

pogoda.net