[…] Nigdy nie pogodziłam się z dokonaną kilka lat temu zmianą modelu dochodzenia do zawodów prawniczych. Teraz, na jednym roku, może być np. kilkuset aplikantów adwokackich i większość z nich nie ma patronów. Skutki już widać. Oni nie znają nawet podstawowych zasad zachowania się na sali rozpraw, czasem nawet nie wiedzą, że np. należy wstać, kiedy sąd wstaje.

Rozszerzenie dostępu do aplikacji to, w moim przekonaniu, sprzedawanie złudzeń. Duża część młodych ludzi, którzy je kończą, nie zaistnieje na rynku usług prawniczych. Niestety, to samo dotyczy aplikacji przygotowującej do zawodów prokuratora i sędziego. Zawsze z sentymentem będę wspominać czasy mojej aplikacji. (…)

Aplikant przez cały czas był z patronem w pracy, z wyjątkiem jednego dnia szkolenia w tygodniu nie wychodziliśmy z sądu. Wymagano od nas takich zachowań jak od przyszłego sędziego. Musieliśmy znać akta sprawy, wypowiadać się w każdej kwestii podlegającej rozstrzygnięciu, uczestniczyć w naradach, gdy byliśmy protokolantami, pisać projekty uzasadnień. Wszystko na bieżąco omawiano i kontrolowano. Dzięki temu, że spędzaliśmy całe dnie z sędziami, wiedzieliśmy, jak postępować we wszelkich sytuacjach zdarzających się w sądzie.

Dziś aplikant wpada do sądu jak po ogień, w przerwach między zajęciami w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Nic dobrego z tego nie będzie. Po takiej aplikacji, jaka funkcjonuje od paru lat, wyjście na salę rozpraw po otrzymaniu nominacji sędziowskiej dla niejednego może być szokiem. […]

Barbara Piwnik, Największa władza na ziemi, Na Wokandzie nr 22/2014

Więcej: NaWokandzie

 

pogoda.net