[...] Chętnie korzystano z okazji, by ujawnić dawno skrywaną wrogość, zemścić się na kimś, utrącić rywala w interesach lub handlu. Każdy chciał zadenuncjować kogoś i obciążyć go brzemieniem winy.

Ludzie stopniowo zaczynali bać się sąsiadów, współpracowników lub konkurentów, każdego, kto mógł mieć powód do skargi na nich, każdego, kogo mogli do siebie zrazić albo nastawić przeciw sobie. 

Pragnąc uprzedzić donosy innych wielu wolało fałszywie oskarżyć samych siebie. Nierzadko całe grupy jakiejś społeczności przyznawały się zbiorowo do winy. (...)

Inkwizycja nie ujawniała donosicieli, a relacje notowano bez żadnych danych mogących zdradzić tożsamość ich autorów. Czerpała więc siłę działania z tej samej populacji, którą prześladowała.

Jej potęga miała źródło w karygodnym wykorzystywaniu słabości i ułomności ludzkiej natury. [...]

Michael Baigent i Richard Leigh, Inkwizycja. Prawdziwa historia walki z herezją i czarami od XII wieku do czasów współczesnych, Wydawnictwo AMBER,  Warszawa 2021 s. 96

 

 

pogoda.net