[…] Otwarte połacie opasywał las „gospodarczy”, intensywnie penetrowany przez mieszkańców. To stamtąd pozyskiwano surowiec na bieżące potrzeby, zbierano owoce runa, liczne pożytki, polowano na drobną zwierzynę oraz wypasano bydło i świnie.

Za lasem zaczynała się puszcza, miejsce nieprzychylne i niebezpieczne, pełne powalonych drzew, uroczysk, mokradeł i bagien. Z ówczesnych kronik opisujących długotrwałe wojny pomiędzy Bolesławem Chrobrym a Henrykiem II (następcą Ottona III) wyłania się obraz puszczy nieprzebytej. Roślinność była na tyle gęsta, że po zwaleniu drzewa na szlak wiodący przez puszczę wojska niemieckiego cesarza nie mogły jechać dalej.

Dziś nie z kronik średniowiecznych, a z badań palinologicznych (odtwarzanie historii i zmian w szacie roślinnej na podstawie między innymi znalezionych pyłków roślin – red.) dowiadujemy się, jaki był skład gatunkowy dawnych puszcz. Ponownie warto powołać się na prace prof. Hilczer Kurnatowskiej, według której w okresie wczesnego średniowiecza na Wysoczyźnie Gnieźnieńskiej w dużym stopniu pozyskiwano drewno grabowe, a także dębowe, jesionowe czy lipowe. Przerzedzenie lasów liściastych umożliwiło ekspansję innemu gatunkowi – sośnie.

Nasi przodkowie drewno wykorzystywali nie tylko do budowy grodów czy na opał. Ich wiedza na temat właściwości drewna była znacznie większa niż przeciętnego Kowalskiego obecnie. Zdawano sobie sprawę z tego, które drewno jest trwałe, z którego można wykonywać przedmioty narażone na wilgoć, jak wykorzystywać naturalny materiał.

Umiejętność doboru gatunków potwierdzają liczne znaleziska archeologiczne. Duże znaczenie miała trwałość surowca oraz jego właściwości techniczne. Do najcenniejszych gatunków należał dąb, z którego wykonywano elementy konstrukcyjne budynków oraz obwałowań. Naturalne kształty i rozgałęzienia materiału zmyślnie wykorzystywano w czasie budowy, zaś naturalnymi „hakami” spajano konstrukcję wałów.

Do tworzenia tarcz dla wojowników używano drewna mało łupliwego – nie dębiny, ale raczej lipy i rodzimych gatunków topól. Trzonki do toporów chętnie wykonywano z grabu, a do włóczni z jesionu. Łuki wyrabiano z cisu, wiązu oraz jesionu o sprężystym i trwałym drewnie.

Wiedza Słowian obejmowała również codzienne wykorzystanie drewna. Gospodarze zdawali sobie sprawę z tego, że drewno na opał musi być sezonowane, najlepszy do gotowania strawy jest buk, a sośnina daje dużo energii, ale szybko się spala.

Niezwykle istotne były też inne pożytki z drzew. Z kory brzozowej w procesie suchej destylacji uzyskiwano dziegieć, czyli smołę drzewną o licznych zastosowaniach – od uszczelniającej po zdrowotną. W piastowskich puszczach dymiły mielerze, w których wypalano węgiel drzewny niezbędny przy pracy kowali oraz wytopie żelaza w dymarkach. I, jak wyliczył czeski archeolog Radomír Pleiner, potrzebowano go w ogromnych ilościach. Do jednej dymarki trzeba było 0,25 m sześc. węgla drzewnego, a równoczesna praca 20 dymarek pochłaniała aż 15 m sześc. drewna.

Dęby i olchy dostarczały garbników do skór, które pod ich wpływem stawały się miększe, oraz barwników do tkanin. Puszcze były także miejscem, gdzie znajdowały się barcie. Za pomocą pieszni, czyli żelaznego narzędzia przypominającego dzidę, dziano je w starych sosnach i dębach. O obfitości miodu i barci na ziemiach Słowian wspomina wielu kronikarzy. […]

Michał Ostrowski, Jak to drzewiej bywało, Echa Leśne 2 (648) 2022

pogoda.net