[…] Noc już była głęboka. W osadach i przygródkach światła pogasły, nad okolicą panowało niepodzielnie księżycowe światło. Spokój i cisza były dokoła. Bolesław zadumał się, tak że zapomniał niemal o obecności Pietrka. W piersi jego wstawało jakieś nieznane uczucie. Z miejsca, gdzie stoi wyszła myśl i siła, która z zamętu walk, zatargów i poziomych dążeń małych ludzi wyłoniła państwo Chrobrego.

Zdała się tu wznosić jak opar, przejmując Bolesława nagłym dreszczem. Zapatrzył się w przeszłość i w siebie. Nie umiał nazwać swych uczuć, bo były pokorą wobec wielkiej przeszłości i dumą, że jemu jest dane odbudowywać z gruzów wspaniałe dzieło przodków. […]

Karol Bunsch, Imiennik. Śladem pradziada, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1957 s. 111

pogoda.net