[...] Stary dąb najpóźniej ze wszystkiego co w lesie istniało budził się do życia. Jego pokryty korowatą korą pień długo musiały nagrzewać promienie słoneczne zanim stare soki poczęły powoli dążyć do odległych od ziemi gałęzi.

Lecz potem i on zaczynał się zielenić i odzyskiwał dawną urodę. Był jak prastara kolumna, co sterczała w zielonym młodniku, obcy młodym sosnom i daleki od nich, pogrążony w letargu, a przecież wciąż żywy, obojętny na los lasu, zasłuchany w swoje dzieje, a może w pustkę coraz bardziej kruszejącego pnia.

Zadziwiające też było milczenie starego dębu, jakże różne od gadatliwości brzóz czy topoli, lip albo olszyn. Jakie ponure sekrety powierzono tej zwalistej postaci, tej korze chropawej, głowie dumnej i rozległej, [...]

Zbigniew Nienacki, Raz w roku w Skiroławkach, Wydawnictwo Pojezierze, Olsztyn 1987 t. 1 s. 176

 

 

pogoda.net