[...] Szedł tak już od godziny. Zapalił się jaskrawo świt. Przystanął na zboczu, by popatrzeć na wzgórza Toskanii, wynurzające się z mrocznego snu.

Nie zważał na piękno przyrody, które tak wzruszało malarzy: czerwone maki w zielonym zbożu, grupy niemal czarnych cyprysów.

Kochał dolinę Arno dlatego, że był to krajobraz rzeźbiony. Bóg był najlepszym rzeźbiarzem: urocze wzgórza biegły w dal szereg za szeregiem, a każdy z nich uzupełniał poprzedni, każdy był jak nakreślony ręką rysownika i oko nie mogło dojrzeć nic, co byłoby niedbale wykonane.

W przejrzystym powietrzu wydawało się, że wystarczy ręką sięgnąć, by dotknąć odległych o mile szczytów, falujących wzniesień, willi, drzew. Natura odwróciła tu prawa perspektywy i im co było dalsze, tym wydawało się bliższe. [...]

Irwing Stone, Udręka i ekstaza, Wydawnictwo CZYTELNIK, Warszawa 1973 s. 51

pogoda.net