[...] Chciał wszystko robić sam, wszystko sam skontrolować, a że nie mógł znać się na wszystkim, tedy redaktor regulaminu musiał uczyć go swojego sprzętu, swoich działoczynów, swojej topografii itp.

Gdy Zdanowski zrozumiał rzecz, zaczynał się mądrzyć, wysuwał nowe projekty i kombinacje. Dyskusjom nie było końca. Wreszcie Zdanowski miał swój styl i chciał, żeby do tego stylu podciągali się wszyscy redaktorzy.

A że był w swoim mniemaniu także najlepszym polonistą, to sprawa nie ruszała z miejsca. Całymi dniami trwały dyskusje, czy trzeba pisać "dokonuje" czy "dokonywa", czy przymiotnik trzeba postawić przed rzeczownikiem czy po nim itp.

Redaktorzy chodzili do Zdanowskiego jak na pogrzeb, a wracali od niego z szaleństwem w oczach. Pamiętam, jak kiedyś Tatar i Kaliszak przyszli do mnie od Zdanowskiego i przez dłuższy czas nie mogli się uspokoić.

"Jak to - musieliśmy go nauczyć tego punktu regulaminu, bo się na tym nic nie rozumiał, a gdy po długiej gadaninie zrozumiał, to zaczął nam tłumaczyć, że nie mamy racji, że my tego nie zrozumiemy i że ten punkt regulaminu ułożyliśmy źle - szlag może trafić człowieka!"

To było zapewne tak, zapewne praca ze Zdanowskim była ciężka, ale byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie napisał, że Zdanowski, dzięki swym zdolnościom, miał często większą rację niż redaktor, znający na wylot swoją rzecz, ale nie mający zdolności przelania tej wiedzy na papier w formie bezwzględnie zrozumiałej, zwięzłej i prostej. [...]

Jerzy Kirchmayer, Pamiętniki, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1987 s. 158

 

 

pogoda.net