[…] Pułkownik zajął krzesło, ale złość w nim wzrastała. "Z jednej strony Berg ze swoim Gryszynem chcą ze mnie zrobić nikczemnika i zbrodniarza, a z drugiej ta cała policja narodowa żąda ode mnie jakiś błazeństw".

Ponowił postanowienie ucieczki za granicę. To go uspokoiło.

- Wybaczy naczelnik moje zdenerwowanie, ale miałem właśnie niezmiernie przykrą konferencję.

- Wiem i rozumiem. Możesz, pułkownik, mówić swobodnie. Tutaj wokoło siedzą sami swoi. O cóż więc chodziło? Czy rozmawiałeś, obywatel, z Bergirm?

- Nie tylko z Gryszynem. Żądał ode mnie w imieniu Berga, żebym na podstawie fałszywych dowodów wysłał na szubienicę Chodakowskiego.

- Chodakowskiego? Doprawdy? Ależ to się świetnie składa. W ten sposób cała sprawa weźmie nareszcie w łeb i będę mógł znowu używać zamieszanych w nią ludzi bardzo mi potrzebnych, a którzy dotychczas musieli się ukrywać.

- Nie rozumiem. Miałobyż to oznaczać, że powinienem się zastosować do żądania Berga?

- Ależ tak, naturalnie, możesz, obywatel, śmiało sobie wieszać tego Chodakowskiego.  Jest to jedyny sposób odwrócenia uwagi władz moskiewskich od ludzi wartościowych, a niestety zamieszanych w tę głupią historię. Poza tym im więcej tak zwanych niewinnych ginie z ręki najeźdźcy, tym lepiej dla sprawy. Niech nikt nie myśli, że może przez powstrzymanie się od działalności politycznej zapewnić sobie bezpieczeństwo pod rządami krwawego despoty.

Pułkownik Kamiński znowu poczuł, jak mu w piersiach zatrzaskuje się jakieś wieko, zamykające niezłomne postanowienie.

- Właśnie o to chodzi, że jestem prawnikiem i oficerem, wobec czego moje sumienie i mój honor nie pozwalają w żaden sposób oskarżać niewinnego.

- A kto obywatelowi powiedział, że on jest niewinny? […]

Stanisław Rembek, Ballada o wzgardliwym wisielcu (…), Biblioteka Polityki (brak daty wydania) s. 24

pogoda.net