[…] Stanął przed nową trudnością, a mianowicie przed koniecznością przekonania przysięgłych o winie Richardsona. Wiedział o istniejącej w owym czasie (rok 1939 – JW.) wśród angielskich sędziów przysięgłych głębokiej niechęci do wszelkiego rodzaju naukowych dowodowych.

Przewidywał brak zaufania do wszystkiego, co nowe, do wszystkiego, czego nie mogli zrozumieć, i co było zbyt niezwykłe.

Przecież on sam przyjął sceptycznie pierwsze wypowiedzi Lyncha. Z tych właśnie powodów dążył do tego, by Richardson przyznał się do winy, przedstawiając mu przez kilka dni z rzędu wyniki badań świadczące o identyczności papieru z papierosa, drutu i taśmy izolacyjnej.

Najważniejszym dla Bridgera było badanie grup krwi, które wywarło na nim wrażenie i dlatego miał nadzieję, że i Richardsona skłoni do zwierzeń. Lecz mały człowiek z wielką głową pozostał zupełnie niewzruszony. Zaprzeczał. Chłodno i stale zaprzeczał.

Zaprzeczał nawet wówczas, gdy z Bristolu nadeszła opinia potwierdzająca pełną zgodność gatunku tytoniu zawartego w niedopałku papierosa i w papierośnicy Richardsona.

Brigder raz jeszcze dokonał rewizji w domu Richardsona. […]

Jürgen Thorwald, Godzina detektywów, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975 s. 110

 

 

pogoda.net