[...] Folwark leżał w lasach, między dwoma płaskowzgórzami, a w dolinie niewielkiej rzeczki wpadającej do Wisłoki. Trudno było wyobrazić sobie coś piękniejszego nad owe lasy.

Każdy parów napełniony był ostępami buków, dębów, brzóz, grabów, klonów. Każdy pagórek był pięknym parkiem. Teraz na jesieni, owe wzgórza i wąwozy płonęły od od żółtej i rdzawej barwy. Jadącemu tamtędy pierwszy raz serce biło  ze wzruszenia. Zdawało się że płomienie i dymy kłębią się, buchają z tych wyniosłości i rozdołów.

W głębi kryły się zimne polanki, tym zieleńsze im bardziej płomienista była barwa zwisających liści. [...]

Stefan Żeromski, Popioły, Wydawnictwo CZYTELNIK, Warszawa 1983 t. 2 s. 168

pogoda.net