Wielu aktualnie pracujących prokuratorów, a najpewniej nie tylko prokuratorów zaskoczy informacja, że w był w Polsce taki czas, że Władza Ustawodawcza przed wydaniem aktu normatywnego dotyczącego prokuratury dyskutowała z prokuratorami o różnych uwarunkowaniach ich aktywności zawodowej.

Także mnie kilka razy proszono o przedstawienie poglądu w różnych kwestiach zawodowych. W archiwum odnalazłem fragment notatki przygotowanej niemal 20 lat temu dla jednego z posłów podczas prac nad projektem ustawy "o zmianie ustawy o kształtowaniu środków na wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej".

W notatce z 21 maja 1998 r. zawarłem przykładowy opis swoich zajęć sprzed kilku dni. W tamtym czasie traktowałem je niemal rutynowo, nie dostrzegając niczego nadzwyczajnego w takim rozkładzie obowiązków. Jedynym wyróżnikiem był bardziej poważny charakter zdarzeń, niż te przytrafiające się prokuratorom załatwiać codziennie.

Dzisiaj nie potrafię oprzeć się pewnej refleksji. Po pierwsze, zastanawiam się, skąd brałem tyle sił, żeby temu wszystkiemu podołać. Po drugie, zapewne ważniejsze - skąd bierze się społeczny stereotyp prokuratora, stanowiący zaprzeczenie niemal wszystkiego, co i jak robiłem wspólnie z zespołem podległych mi prokuratorów.

Każdy, kto ma elementarne chociażby wyobrażenie o pracy prokuratorów wie, że wymienione przeze mnie czynności to zaledwie, wprawdzie ważny, ale tylko początek żmudnej pracy śledczej.

Dlatego uznałem, że notatka jako świadectwo czasu zasługuje na miejsce w wirtualnym archiwum zawodowym.

Jan Wojtasik


pogoda.net