Wiadomo, że filharmonia to miejsce dostojne, a uczestnicy koncertów zwykle są ludźmi zapracowanymi i dźwigającymi różnorakie brzemiona odpowiedzialności. Na koncerty przychodzą po chwilę relaksu i nie wypada, żeby stali.

Skoro już muszą siedzieć, nie wypada, żeby siedzieli na byle czym. Dlatego na przełomie 2003 i 2004 r. wraz z moją małżonką włączyliśmy się do akcji fundowania foteli naszej  Filharmonii Zielonogórskiej. Na wskazane w certyfikacie miejsce wprawdzie nigdy nie trafiłem, ale wiadomo, że szewc bez butów itd.

Certyfikat trafił do skarbczyka - miejsca nieco osobliwego w witrynie, ale chyba stosownego na tego rodzaju pamiątki.

Jan WOJTASIK

pogoda.net