W czasach, gdy dane mi było uczyć się w szkole podstawowej niewiele zawodów cieszyło się na wsi większym prestiżem niż nauczyciele. Przyznać też należy, że nauczyciele, z którymi zetknąłem się na tym etapie życia zasłużyli sobie na ogromny szacunek.

W większości przybywali do nas, gdzieś z dalekiego świata. Kwaterowano ich w warunkach - łagodnie rzecz ujmując - surowych, a według dzisiejszych standardów raczej nie do zaakceptowania.

Oddawali się służbie z ogromnym poświęceniem. Do dzisiaj np., pamiętam, że podczas bardzo surowej – śnieżnej i mroźnej zimy, najpewniej było to  1958 lub 1959, gdy leżałem chory w gorączce, moja wychowawczyni Pani Małkowska potrafiła już drugiego dnia mojej nieobecności w szkole odwiedzić mnie w domu z zapasem książek ze szkolnej biblioteki. Autorkę i tytuł jednej z nich pamiętam dzisiaj: Maria Konopnicka, „Na jagody”.

W domowym archiwum z tych lat udało mi odszukać dwa zdjęcia i dwa świadectwa. Na zdjęciu z Panią Małkowską zmieściły się co najmniej dwie klasy - moja i starszego rocznika. Przy okazji stwierdziłem, że takich ocen, jak wtedy – nigdy już nie udało mi się powtórzyć.

Na kolejnym zdjęciu, wykonanym rok albo dwa lata później, pojawia się nowy wychowawca - Pan Kamiński. Niestety i jego imię zagubiło się w mojej pamięci. W tle widoczny budynek szkolny.

Zdjęcie ulokowane najwyżej ponownie przedstawia dwie klasy - moją i rok młodszą. Łączenie klas było bowiem praktykowane regularnie. Niestety nazwisko wychowawcy z bukietem kwiatów umknęło mi zupełnie. Na drugim planie widoczny jest tym razem fragment szkolnego boiska.

To zdjęcie otrzymałem niedawno dzięki uprzejmości Rady Sołeckiej. Wykonano je najpewniej przy okazji zakończenia roku szkolnego.

Jan WOJTASIK

 


pogoda.net