Jodłów - Dąbrowno - Mesze - Konotop - Święte - Jodłów. Punktualnie o godz. 10.00. z jodłowskiego ronda w centrum tej miejscowości wyruszył ostatni spośród tegorocznych rajdów rowerowych zorganizowanych przez Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Letniska Jodłów. Zanim to nastąpiło, Pan Mirosław Wojtczak - prezes Stowarzyszenia poinformował przybyłych na miejsce startu rowerzystów o pierwszej niespodziance.

Okazało się, że zamiast planowanego przejazdu najkrótszą z możliwych dróg do Dąbrowna, pierwszy etap wyprawy będzie prowadził w głąb Puszczy Tarnowskiej do Dębowego Jaru. W praktyce oznaczało to nie tylko wydłużenie trasy rajdu, ale także konieczność pokonania sporej różnicy wysokości. Pomysł okazał się bardzo dobry. Rowerzyści mieli okazję przetestować stan leśnych dróg, co było ważne zwłaszcza dla osób, które wcześniej nie miały okazji poznać tego fragmentu Puszczy.

Warto od razu dodać, że chociaż od czasu do czasu trzeba było maszerować pieszo, test wypadł pozytywnie, albowiem niebieska trasa u rekreacyjna po niedawnym remoncie znajduje się obecnie w zupełnie dobrym stanie.

Po krótkim odpoczynku przy Dębowym Jarze, cała grupa dojechała do Starej Drogi Pocztowej i żwawym tempem dotarła do Dąbrowna, gdzie czekała kolejna niespodzianka – wizyta w hangarze Lubięcińskiego Stowarzyszenia Lotniczego „Ikarus”. Tutaj, z relacji Pana Romualda Rataja - prezesa Stowarzyszenia, można było dowiedzieć się m.in. dlaczego motolotnie mogą latać i jaka pora dnia jest do latania najlepsza. Motolotnie najbardziej zafrapowały najmłodszych uczestników rajdu, ale i starsi bardzo chętnie zajmowali miejsca w fotelach pilota, przymierzają się do roli oblatywaczy.

Kolejnym ważnym etapem wyprawy był rezerwat Mesze położony obok miejscowości o tej samej nazwie. Tu niespodzianką dla wielu uczestników okazała się informacja nadesłana jeszcze przed rozpoczęciem rajdu przez Pana Alfreda Röslera – przyrodnika i regionalistę ze Sławy, który poinformował, że popularne „Meszowskie Żleby” w istocie nie są żlebami. Żleby bowiem są następstwem erozyjnego żłobienia  zboczy zbudowanych z materiału skalnego. Natomiast efekty erozyjnego działania wód deszczowych i roztopowych wypłukujące glebę, która osadza się na dnie doliny, poprawnie nazywamy „debrzami”. Z kolei, strome klify oddzielające wypłukane fragmenty to po prostu … „ambony”.

O historii położonego na jednej z takich ambon starego wiejskiego cmentarzyka opowiedział Mirosław Wojtczak. Wskazał zwłaszcza na grobowiec rodziny Mier, która najprawdopodobniej miała polskie korzenie. Gustaw Mier był przed II wojną światową zarządcą miejscowego majątku. Wieś Mesze posiada średniowieczną metrykę. Zamieszkuje ją obecnie ok. 60 osób.

Rezerwat torfowiskowy "Jezioro Mesze" utworzony został w 1983 r. Jego powierzchnia wynosi 19,85 ha. Na rezerwat składa się niewielkie, gdyż liczące 2,2 ha ha jezioro rynnowe, pobliskie torfowiska oraz fragmenty łąk i lasów. Celem ochrony jest zachowanie zarastającego jeziora rynnowego z charakterystycznymi rzadkimi gatunkami roślin wodnych i bagiennych, zwłaszcza mszaków. Na terenie rezerwatu znajduje się też pomnik przyrody – sosna zwyczajna o obwodzie 450 cm, powstała z charakterystycznego zrośnięcia się pięciu konarów. Szkoda tylko, że prowadząca do niej ścieżka systematycznie zarasta gęstymi krzewami i dostęp do sosny o niezwykłych kształtach staje się coraz bardziej utrudniony.

Opuszczeniu Meszów towarzyszył powrót na "Starą Drogę Pocztową" i podziw dla pięknej alei lipowej przy drodze prowadzącej w kierunku Konotopu. Aleje takie, to nie tylko niezastąpione źródło nektaru dla pszczół i innych owadów. W upalne letnie dni korony lipowych drzew chronią wędrowców przed słonecznym skwarem. Kiedy indziej osłaniają przed wiatrem czy deszczem. Nie może więc dziwić, że są wysoko cenione przez rowerzystów.

W Konotopie powitała rajdowców Pani Elżbieta Szymczak - sołtys tej miejscowości. Na początku przedstawiła historię niegdysiejszego miasta, które z różnych powodów ostatecznie zostało wsią, opisała istniejące jeszcze, a także zniszczone już przez upływ czasu i ludzką bezmyślność zabytki, a następnie wsiadła sama na rower i jako pilot, a zarazem przewodnik - poprowadziła jodłowską wycieczkę po miejscach uważanych za najciekawsze. 

Nie wszystkie okazały się dostępne. Udało się jednak zobaczyć z zewnątrz architekturę średniowiecznego kościoła p.w. św. Anny, stojącą przy nim dzwonnicę z dzwonem ufundowanym w 1595 r. przez Annę von Kottwitz z herbem rodu oraz modlitewnym wezwaniem do słuchania słów Boga. Niestety drewniana konstrukcja dzwonnicy niszczeje i jej stan nie pozwala na używanie zabytkowego dzwonu.

Wycieczka, żegnana przez spoglądające z wysokości gniazda młode bociany, udała się następnie na teren byłej stacji kolejowej. Kiedyś odchodziły stąd pociągi do Nowej Soli, Wolsztyna, Sławy i Głogowa oraz Sulechowa. Ostatni pociąg turystyczny odjechał do Wolsztyna w roku 2005. Obiekt stacyjny, chociaż zamieszkały, sprawia wrażenie raczej smutne. Jeszcze gorzej jest ze wieżą wodną. Na szczęście jest też program naprawczy. Pani Elżbieta Szymczak poinformowała o zamyśle przejęcia wieży przez sołectwo, wyremontowania jej i przeznaczenia na obiekt turystyczny. Z kolei, przy samej stacji zachowana zostanie część torów umożliwiająca przeprowadzanie wyścigów drezyn, a na dawnym torowisku powstanie ścieżka rowerowa łącząca dwa krańce powiatu nowosolskiego - Stypułów w gminie Kożuchów i Sławocin w gminie Kolsko.

Przejazd malowniczą doliną Obrzycy z krótkim edukacyjnym postojem na drewnianym mostku był ostatnim etapem wyprawy na obszarze Konotopu. Należało jeszcze zdążyć na polanę rekreacyjną w miejscowości Święte, zwane niekiedy Świętoborem. Tam czekało ognisko i wizja pieczonych kiełbasek. Tymczasem na horyzoncie pokazała się granatowa chmura, zagrzmiało, a deszcz był tuż tuż. To też swoista niespodzianka, gdyż prognozy pogody wskazywały na możliwość wystąpienia opadów dopiero po południu.

Wszystko jednak poszło dobrze. Kiełbaski okazały się smakowite, a ochronę przed deszczem zapewniła okazała wiata. Organizatorzy zaoferowali też uczestnikom wyprawy wybór ciekawych pamiątek i materiałów promocyjnych. W drodze powrotnej ostatni tegoroczny jodłowski rajd rowerowy zawitał jeszcze na moment do leśnego punktu odpoczynku "Gwiazda" w pobliżu Jeziornej i wkrótce potem, już oficjalnie rozwiązany, przeszedł do historii.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć dokumentujących jego przebieg.

Jan WOJTASIK 

Przed startem

 

Podjazdy i podejścia



 

Chwile wytchnienia


 

 

Strefa motolotni "Ikarusa"


 

 

Rezerwat Mesze

 

Spacer po Konotopie pod przewodem Pani Sołtys


 

Nad Obrzycą na mostku

 

W Świętoborze przy ognisku 

 

 

Ostatnie kilometry w deszczu

 

Przejechane 30 km 


Ps. Więcej moich zdjęć prezentujących odwiedzane miejscowości można znaleźć TUTAJ  oraz TUTAJ 

pogoda.net