Jodłów. W sobotę 5 maja miała miejsce pierwsza spośród zorganizowanych w roku 2018 przez Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Letniska Jodłów wypraw rowerowych. Punktualnie o godz. 10.00 rajd inauguracyjny wystartował z Jodłowskiego Ronda do zachodniej części Puszczy Tarnowskiej.

Na starcie stanęło 25 rowerzystów w różnym wieku. Nie zabrakło wśród nich i takich cyklistów, którzy jeszcze rok temu pokonywali trudy jazdy po leśnych wertepach w rowerowych przyczepkach. Inny z kolei uczestnik wyprawy postanowił pokonać cały dystans na piechotę dotrzymując przy tym tempa amatorom rowerów.

Wszystkich przybyłych powitał Pan Mirosław Wojtczak – prezes zarządu SWRLJ. Byli wśród nich Panowie: Wiesław Daszkiewicz – Nadleśniczy Nadleśnictwa Sława Śląska oraz Tomasz Szwaja – Zastępca Nadleśniczego Nadleśnictwa Nowa Sól, które przyjęło patronat nad rajdem. Szczególne słowa powitania skierowano do Pani Alicji Makarskiej – członka zarządu Województwa Lubuskiego i zarazem Wiceprezes jodłowskiego stowarzyszenia.

Minutą ciszy uczczono pamięć Pani Lidii Wojtczak, która swoim zaangażowaniem wspierała wszystkie dotychczasowe jodłowskie rajdy, pilnowała, żeby nikomu nie zabrakło wody, a w razie potrzeby interweniowała na trasie, zabierając do samochodu, wszystkich, którym nie starczało sił na samodzielne kontynuowanie jazdy albo trzeba było z racji młodego wieku ochronić przed gwałtowną burzą.

Pierwszym etapem był dojazd do Gaju Wandy. Nie był to etap łatwy, albowiem na stosunkowo trudnej drodze leśnej należało pokonać blisko 30-metrową różnicę wysokości. Kilka razy konieczne było zejście z roweru i kontynuowanie dalszej drogi na piechotę. Trud okazał się jednak opłacalny – kwiatostan kasztanowców w Gaju Wandy prezentował się w całej okazałości. Pogadankę o walorach przyrodniczych tego Zespołu Krajobrazowo-Przyrodniczego oraz jego historii zakończyło wspólne zdjęcie pod wiekowym dębem.

Z Gaju Wandy cały – chociaż chwilami mocno rozciągnięty - peleton trasą HUBERTA skierował się na zachód. Pokryte szutrem i niedawno konserwowane leśne drogi pożarowe nr „5” i „1” sprzyjały prędkości. Szybko więc przekroczono granice Nadleśnictw. Po krótkim postoju przy Bukowym Królu Puszczy, rajdowcy niebawem osiągnęli Dawną Stanicę Myśliwską i Studnię Ducha Puszczy. Nazwa ta oznacza niewielki sztuczny zbiornik wodny utworzony w niecce terenowej na skrzyżowaniu starych leśnych traktów z Siedliska do Drogoniowa [Na Oberżę] i z Lipin do Borowca [Lipińska Droga]. Tu była okazja do porozmawiania o historii Puszczy Tarnowskiej oraz gospodarowaniu dostępnymi zasobami wodnymi.

Teraz skierowano się na południe. Pierwszy fragment starego traktu leśnego „Na Oberżę” okazał się stosunkowo trudny do przejechania na rowerze i konieczne stało się pokonanie go piechotą. Już kilkaset metrów dalej Pan Tomasz Szwaja miał okazję pokazać dębowy młodnik i opowiedzieć o skutkach huraganu, który przed laty zniszczył zupełnie 50 ha lasu. Obraz młodnika oraz wypowiedź leśnika uświadomiły uczestnikom wyprawy, jak wolno rosną nowe lasy.

Kolejnymi celem wyprawy były relikty szwedzkich umocnień z czasów wojny trzydziestoletniej w okolicy Czerwonaka. Ten obecnie bardzo urokliwy zakątek Puszczy Tarnowskiej był okazją do przypomnienia związanych z okolicą niektórych epizodów wojny sprzed czterystu laty oraz wskazania na walory przyrodnicze najbliższego otoczenia. Warto je podkreślić, albowiem rosną tam wiekowe dęby, stare buki, liczne świerki, modrzewie, kasztanowce, sosny pospolite i wejmutki oraz wiele innych ciekawych okazów i gatunków drzew.

W drodze powrotnej zainteresowanie rowerowych turystów wzbudziła Kraina daglezji i cyprysów.  Obce gatunki wzbogacają bioróżnorodność naszych lasów, przydają im sporo uroku, niekiedy jednak okazują się nazbyt ekspansywne i utrudniają gospodarkę leśną. Nie powinno więc dziwić, że nie wszyscy leśnicy - w przeciwieństwie do przyrodników czy turystów - podchodzą do nich entuzjastycznie. W lasach lubuskich gatunki obce nie są więc rozwijane. Będąc pozostałością po poprzednich gospodarzach, są po prostu tylko tolerowane.

Zasłużony odpoczynek przy zbiorniku wodnym Studnia Haussmana stanowił okazję do dalszych rozmów o gospodarczym wykorzystaniu lasów, ich ochronie i sposobach walki z zagrożeniami powodowanymi przez szkodniki. 

Głaz „Czerwona Małpa” dał z kolei okazję do przeniesienia się ponownie w czasy historyczne, zresztą niekiedy bardziej przeniknięte podaniami czy legendami niż dowiedzionymi faktami. Inaczej ma się sytuacja w Dębówku – nieistniejącej obecnie, ale posiadającej długą i relatywnie dobrze poznaną historię. Historii tej poświęcona była relacja Pana Mirosława Wojtczaka.

Dębówko stanowiło ostatni poznawczy etap rajdu. Teraz pozostał już tylko dojazd do Jodłowa, gdzie organizatorzy przygotowali dla uczestników wyprawy rowerowej smakowity poczęstunek oraz bogatą ofertę okolicznościowych pamiątek rajdowych - mapy, informatory, odblaski, a nawet magnesy lodówkowe. Było w czym wybierać, zaś wspomnienia rajdowych przygód zaczęły się już przy biesiadnym stole.

Jan WOJTASIK

 

pogoda.net