Jodłów. Kilka miesięcy temu jeden z czytelników przysłał mi zdjęcie zawieszonego na pniu sosny tajemniczego dla niego urządzenia z prośbą o wyjaśnienie, co przedstawia. Nie miałem wątpliwości, że na fotografii znajdowała się barć kłodowa, czyli rodzaj ula zawieszonego przez w celu pozyskiwania miodu od leśnych pszczół.

Sam od pewnego czasu widywałem w różnych miejscach w Puszczy takie barcie. Zawieszono je m.in. w Gaju Wandy, Pawilonach Myśliwskich, w pobliżu Tarnowa Jeziernego przy leśnej drodze pożarowej nr 19. Tych lokalizacji jest zapewne znacznie więcej.

Niestety nigdzie nie udało mi się zauważyć przy nich jakiejkolwiek aktywności pszczół. Możliwe, że na ten moment trzeba będzie jeszcze poczekać. Na obszarze d. Puszczy Tarnowskiej pozostało jeszcze trochę lipowego starodrzewia, a według dostępnych informacji dostępność do lipowych kwiatostanów jest jednym z najważniejszych warunków efektywności bartnictwa.

Leśne pszczoły pracują oczywiście nie tylko w okresie kwitnienia lip. Ich aktywność zaczyna się wczesną wiosną od pory kwitnienia leszczyny i trwa do późnej jesieni. W tym ostatnim czasie interesują je głównie wrzosy.

Ktoś zauważył, że miód leśnych pszczół był na ziemiach polskich skarbem cenionym niemniej niż samo drzewo, a na znaczeniu stracił dopiero po upowszechnieniu się plantacji buraka cukrowego.

Upadek bartnictwa w Polsce jako rzemiosła zaczął się niedługo po upadku I Rzeczypospolitej. Zaborcy niechętnie patrzyli na penetrujących lasy bartników, a dla łatwiejszego pozbywania się ich z tych trudnych do kontrolowania miejsc, pozwalali nawet na zabieranie kłód do miejsca zamieszkania.

Na Śląsku od dawna uważano bartnictwo za pożyteczne zarówno dla lasu, jak i rolnictwa, a bartnicy cieszyli się wysokim poważaniem społecznym. Zrzeszenie bartników mużakowskich w roku 1769 liczyło 170 członków i posiadało prawie 5,5 tys. barci. Przestało istnieć już w roku 1810. Jednak jeszcze wtedy w części dzisiejszej Puszczy Tarnowskiej należącej do Księstwa Carolath w Siedlisku wisiało na drzewach kilkaset barci i bartnicy działali w najlepsze [patrz: A. Milnik, Kraina jak liść dębu. Historia śląskiego leśnictwa w czasach pruskich (1741 – 1945), Wydawnictwo Verlag Kessel 2015 s. 356] 

Ostatecznie pszczoły z lasów wyprowadzono. Wygląda jednak na to, że z powodu postępującej chemizacji rolnictwa i zanieczyszczeniu środowiska nie wyszło im to na zdrowie. Obecnie w Polsce realizowany jest program restytucji hodowli w mniej skażonym środowisku naturalnym, jakim są duże obszary leśne. 

Pszczelarze Rejonu Puszczy Białowieskiej już założyli własne stowarzyszenie, które chlubi się m.in. marką  "lipiec białowieski". Jest to miód z lipy drobnolistnej wytwarzany według oryginalnej, tradycyjnej receptury [za: Anna Kamińska, Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej, Wydawnictwo Literackie,  Kraków 2017 s. 105].

Dla leśników jednak ważniejszym celem niż potencjalne dochody z miodu jest wzbogacanie różnorodności biologicznej lasów. Pracowite z definicji pszczoły mają w tym zakresie wiele do zrobienia.

Tak czy inaczej można już chyba powiedzieć, że do Puszczy wrócili bartnicy.

Jan WOJTASIK


 

pogoda.net